W moim światopoglądzie każdy znajdzie coś dla siebie. Lecz ja już nie dam się nikomu zawłaszczyć.
RSS
sobota, 19 maja 2012
Transseksualizm - odpowiedź na odpowiedź

Nie taki zwykły tekst

Artykuł, który macie okazję teraz czytać, nie jest zwykłym tekstem publicystycznym. Stanowi on bowiem odpowiedź na odpowiedź - próbę ustosunkowania się do tego, co ktoś inny napisał w nawiązaniu do mojej wypowiedzi. Pragnę skomentować tekst “Odkrywanie transpłciowej tożsamości a reakcje otoczenia - studium przypadku” Marcina Rzeczkowskiego, będący reakcją na moją kwietniową publikację zatytułowaną “Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy”. Marcin w niezwykle ciekawy sposób odniósł się do mojego artykułu, więc pomyślałam, że powinnam mu odpowiedzieć nowym felietonem.

Umysł w pułapce

Zanim przejdę do konkretów, wyjaśnię, o co chodzi w tej publicystycznej korespondencji. Otóż pod koniec kwietnia zastanawiałam się, czy mój słynny aseksualizm nie ma “drugiego dna” w postaci wypartego ze świadomości transseksualizmu. Są podstawy, by mniemać, że moja aseksualność nie wzięła się z powietrza, tylko wyrosła z czegoś zupełnie innego. Transseksualizm to specyficzne zjawisko, polegające na tym, że płeć psychiczna danej osoby ma się nijak do biologicznej. Zwyczajna kobieta rodzi się z umysłem mężczyzny albo zwyczajny mężczyzna rodzi się z umysłem kobiety. Mówiąc bardziej poetycko: w ciele jednostki mieszka duch należący do płci przeciwnej. Zazwyczaj wiąże się to z ogromnym cierpieniem i licznymi problemami (niemożnością życia w zgodzie z własną naturą oraz koniecznością udawania kogoś, kim się nie jest).

Trans-Optymista

Marcin Rzeczkowski prowadzi stronę internetową o nazwie “Trans-Optymista. Transpłciowość okiem psychologa”. Zamieszcza na niej artykuły swojego autorstwa: różne formy publicystyczne poświęcone transseksualizmowi i zjawiskom pokrewnym. Strona Marcina wyróżnia się na tle innych tego typu witryn, ponieważ zawiera nie tylko artykuły teoretyczne, ale również publikacje dotyczące praktycznych aspektów bycia transseksualistą. MarRzec to człowiek wiarygodny i kompetentny, albowiem kończy studia psychologiczne i sam jest męską duszą uwięzioną w kobiecym ciele. Podjął już pewne kroki w kierunku korekty płci biologicznej. 7 maja 2012 roku Marcin opublikował tekst (wspomniany materiał “Odkrywanie transpłciowej tożsamości…”) będący odpowiedzią na mój artykuł “Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy”. Teraz ja odniosę się do wypowiedzi Marcina.

Bez rozstrzygnięcia

MarRzec nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na główne pytanie postawione w moim tekście. Nie rozstrzyga, czy moja przypadłość jest transseksualizmem, czy nie (“Stanowczo odmawiam wyrokowania na ten temat”). Z drugiej strony, bierze taką możliwość pod uwagę i uznaje ją za prawdopodobną (“Zakładam natomiast, że taki tekst MOŻE napisać hipotetyczna osoba transpłciowa“). Autor przytacza fragmenty komentarzy, jakie pojawiły się pod napisanym przeze mnie artykułem. Prostuje je jako doświadczony ekspert, udowadniając tym samym, że są one wypełnione stereotypami i świadczą o braku odpowiedniej wiedzy na temat transpłciowości.

Weryfikacja i demitologizacja

Marcin tłumaczy, jak wygląda rzeczywistość, a także weryfikuje trafność uwag wysuwanych pod moim adresem. Daje do zrozumienia, że komentatorzy nie orientują się w temacie transseksualizmu i wydają osądy oparte na domysłach/uprzedzeniach. MarRzec, przywołując fragmenty internetowych komentarzy, pokazuje, jakie mity o transseksualistach funkcjonują w społeczeństwie polskim. Sugeruje między wierszami, że ludzi, myślących tak jak cytowani Internauci, może być więcej. Autor artykułu rozprawia się z obiegowymi opiniami na temat TS, ponieważ nie chce, żeby podobne nieporozumienia powtarzały się w przyszłości. Można przypuszczać, że Marcin zajął się tymi, a nie innymi wypowiedziami, albowiem uważa je za typowe i szablonowe.

Kwestia bardzo publiczna

W tekście “Odkrywanie transpłciowej tożsamości…” MarRzec ocenia moją postawę, a ściślej to, że zdecydowałam się otwarcie opowiedzieć o swoich zmartwieniach. Według niego, moja publiczna spowiedź jest rzeczą uzasadnioną, ponieważ “czyjaś transpłciowość, a zwłaszcza transseksualność jest kwestią bardzo publiczną. Szczególnie jeśli osoba redefiniująca swój gender jest powszechnie znana”. Później publicysta doprecyzowuje: “NJN (…) jest osobą rozpoznawaną przez wielu moich znajomych, sobie nawzajem obcych. Ewentualne przejście na rodzaj męski byłoby zatem i tak widoczne i szeroko skomentowane”. W końcu pisze, że jestem “bardzo odważną osobą”, a mentalność Polaków uległa istotnym przeobrażeniom.

Mizoginia?

Dalsza część publikacji zawiera opinię dotyczącą mnie i mojego podejścia do spraw związanych z kobiecością i męskością. Marcin zaczyna od stwierdzenia faktu, że w artykule “Aseksualizm…” wymieniłam wiele cech odróżniających mnie od kobiet lub łączących mnie z mężczyznami. Chociaż nie komunikuje tego wprost, daje do zrozumienia, że owe cechy są co najmniej zastanawiające (“Pojedynczo nic nie znaczą. Jednakże fakt, że jest ich bardzo dużo już coś mówi. A jeszcze więcej mówi fakt, że stanowią potężny, wieloletni problem i są przyczyną niekończących się konfliktów z kobietami”). MarRzec zwraca uwagę na to, że kobiece cechy jawią mi się jako gorsze od męskich. Zarzuca mi mizoginię oraz odnoszenie się do kobiecości w sposób pogardliwy i agresywny.

Nieznane oblicze transmężczyzn

Według niego, niechęć do kobiet jest typowa dla tych transseksualistów K/M, którzy jeszcze nie “uporządkowali swojego życia tak, aby było zgodne z tożsamością płciową”. Marcin tłumaczy to zjawisko na własnym przykładzie (historia niesnasek na forum internetowym). Zdaniem autora, problemy transmężczyzny z kobietami kończą się wówczas, gdy przestaje on postrzegać siebie jako osobę płci żeńskiej, a otoczenie akceptuje tę zmianę. MarRzec wyjaśnia, na czym polegają kolejne etapy uświadamiania sobie własnej transpłciowości. Kontynuuje też polemikę z internetowymi komentatorami, których wypowiedzi są nieścisłe lub nieprawdziwe. W ostatniej części artykułu Marcin wyciąga wnioski ze swoich spostrzeżeń i podsumowuje dotychczasowe ustalenia. Udziela też czytelnikom porad dotyczących pomagania ludziom niepewnym swojej tożsamości płciowej.

Coś jest na rzeczy!

Jak już napisałam, MarRzec nie wydaje ostatecznego werdyktu w kwestii mojej (autentycznej lub wyimaginowanej) transpłciowości. Trzeba jednak zauważyć, że w jego tekście pojawiają się sformułowania, które sugerują, iż naprawdę coś jest na rzeczy. Już sam fakt, że Marcin - człowiek korygujący swoją płeć, student piątego roku psychologii, działacz jednej z organizacji wspierających transseksualistów - zajął się moim problemem, jest szalenie wymowny. Czy Trans-Optymista zaprzątałby sobie głowę moimi wątpliwościami, gdyby sądził, że są one nieprawdopodobne lub zmyślone?

Przyjaźń nierdzewna

Warto wiedzieć, że MarRzec zna mnie od czterech lat. W roku 2008 prowadziliśmy ze sobą e-mailową dyskusję na temat szeroko pojętej kobiecości. Później, w roku 2009, spotkaliśmy się w innym zakątku Internetu. Nasze drogi ponownie się skrzyżowały kilka miesięcy temu, kiedy zaczęłam szukać informacji na temat transseksualizmu. W tym miejscu wypada przytoczyć intrygujące zdanie z artykułu Marcina. Oto ono: “Dlatego nie to, co NJN wymienia, ale jak to robi, jest dość charakterystyczne i już jakiś czas temu dało mi do myślenia”. Wynika z tych słów, że MarRzec zaczął mnie podejrzewać o transpłciowość bardzo wcześnie - jeszcze w czasach, gdy ja sama nie miałam takich rozterek.

Odkryć praprzyczynę

Zastanawiam się nad swoją osobowością, bo chcę wiedzieć, dlaczego jestem taka, a nie inna. Uważam, że dopóki nie zrozumiem siebie, inni ludzie nie zdołają zrozumieć mnie. Pragnę poznać prawdę na własny temat, dotrzeć do istoty rzeczy, odkryć praprzyczynę swoich zachowań i przekonań. Dlaczego rozważam swoją tożsamość płciową, a nie orientację seksualną? Bo wierzę, że zagadka “Kim jestem?” jest ważniejsza od pytania “Czy chciałabym z kimś być, a jeśli tak, to z kim?”. Znajomość własnego “ja” jest - według mnie - sprawą fundamentalną. Ta druga kwestia, czyli związki z innymi ludźmi, to rzecz wtórna. Należy znać kolejność wykonywania działań.

Natalia Julia Nowak,
17-18 maja 2012 roku

PS. Omawiany artykuł Marcina Rzeczkowskiego jest dostępny na stronie:

http://marcinrzeczkowski.com/trans/?p=1925

 

01:09, nacjonalistka.njn
Link
środa, 09 maja 2012
Banda Sześciorga. Politycy są jak Heniek

Wstęp
(opowieść o Wielkim Bumie)

Jeszcze w październiku 2011 roku mieliśmy w parlamencie Bandę Czworga, składającą się z Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przed wyborami pojawiały się w Internecie apele, żeby nie głosować na przedstawicieli tej skostniałej i skompromitowanej szajki. Wezwania, o których mowa, doprowadziły do tego, że w sejmie pojawiła się piąta partia (czytaj: piąte koło u wozu). Jej nazwa to Ruch Palikota.

Na tym jednak Wielki Bum się nie skończył, bo kilka miesięcy po wyborach PiS doczekał się córeczki, Solidarnej Polski. Teraz mamy na Wiejskiej Bandę Sześciorga. Z czterech kłopotów zrobiło się sześć. Jak mawiała pewna starachowicka matematyczka: “dług i dług to duży dług”. No dobrze, ale dlaczego polskie ugrupowania parlamentarne zasługują na miano Bandy Sześciorga? I dlaczego przypominają Heńka z piosenki zespołu Brathanki? Niniejszy artykuł stanowi odpowiedź na te pytania.

Ruch Palikota
(Towarzystwo Adoracji Pewnego Kota)

Opis tego stronnictwa należy zacząć od stwierdzenia faktu, że jego przywódca jest jednym z najokropniejszych polonofobów, jacy kiedykolwiek chodzili po Ziemi. Skrajny eurofederalista, który wyraził pragnienie, aby Unia Europejska funkcjonowała jako “jedno państwo”. Wynarodowiony kosmopolita, deklarujący, że “najpierw jest Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem”. Impertynent nawołujący do nienawiści wobec Narodu Polskiego (słynne słowa “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości”). Antypaństwowy cynik współodpowiedzialny za uchwalenie Traktatu z Lizbony. Trudno się nie zgodzić z Leszkiem Millerem, który powiedział, że Janusz Palikot jest “zdolny do wszystkiego”.

Palikot najprawdopodobniej posiada osobowość narcystyczną, bo nikt normalny nie nazwałby partii politycznej własnym nazwiskiem. Chyba każdy potwierdzi, że nazwa ugrupowania politycznego powinna manifestować jego główny cel i orientację światopoglądową. Tak jest w większości przypadków. “Partia Kobiet” wskazuje na feminizm, “Narodowe Odrodzenie Polski” wyraża radykalny nacjonalizm, “Polska Partia Pracy” sugeruje ciągoty do socjalizmu, “Racja Polskiej Lewicy” kojarzy się racjonalizmem i antyklerykalizmem. Jak na tym tle wygląda nazwa “Ruch Palikota”? Niezbyt dobrze, ponieważ sygnalizuje brak idei przewodniej i stawia pojedynczego człowieka w centrum uwagi. Miano, o którym mowa, brzmi jak nazwa fanklubu i przywodzi na myśl zjawisko kultu jednostki. Pytanie: czy to efekt zamierzony?   

Janusz Palikot kreuje się na obrońcę uciśnionych - kogoś, kto bierze w obronę lekceważone lub niedostrzegane grupy społeczne. W rzeczywistości, chodzi mu tylko o zdobycie władzy, pieniędzy i popularności. Aby osiągnąć ten cel, szuka on poparcia wszędzie, gdzie tylko może. Raz się uśmiechnie do homoseksualistów, innym razem do palaczy marihuany… O tym, że Palikot traktuje innych ludzi w sposób instrumentalny, świadczą jego własne słowa: “Pedał na pokładzie ze znaną twarzą - nie ma nic bardziej cennego”. Ale to jeszcze nie wszystko. Ludzie, którzy odeszli z RP, twierdzą, że ich były szef potajemnie służy koalicji rządowej. Jak powiedział Mariusz Grzegorczyk: “Dziś wiemy, że partia Ruch Palikota nie powstała w Sali Kongresowej, dzisiaj wiemy, że została ona zainicjowana w gabinecie premiera Donalda Tuska”.

Czy to oznacza, że Palikot jest kimś w rodzaju Fałszywej Marii z filmu “Metropolis” Fritza Langa? Chodzi o złowrogiego androida, który został wysłany do Miasta Robotników, żeby podburzyć proletariat i przynieść mu zgubę. Kolejna sprawa: jeszcze kilka lat temu Januszek był trzeciorzędnym politykiem, wyszydzanym przez media lub przedstawianym jako człowiek-ciekawostka. Obecnie stoi on na czele partii będącej trzecią siłą w Polsce. Wygląda to naprawdę podejrzanie, zwłaszcza w kontekście faktu, że Palikot ma na sumieniu współpracę z Komisją Trójstronną. Swoją drogą, to przerażające, że osobnik nienawidzący Polski i polskości posiada w naszej Ojczyźnie władzę. Strach pomyśleć, co by było, gdyby został on premierem. Nasz kraj już teraz znajduje się w tragicznym położeniu. Pod rządami Januszka sytuacja stałaby się wręcz katastrofalna.

Prawo i Sprawiedliwość
(Bezprawie i Niesprawiedliwość)

Na pierwszy rzut oka, partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego ze stronnictwem Janusza Palikota. Tu pseudoprawicowość, a tam pseudolewicowość. Tu wiara w zamach smoleński, a tam brak tej wiary. Tu odwołania do chrześcijaństwa, a tam walka z Kościołem katolickim. Tu sprzeciw wobec aborcji i związków jednopłciowych, a tam jednoznaczne poparcie. Tu powaga i pretensjonalność, a tam szyderstwa i prowokacje. Sympatycy PiS-u wypowiadają się z pogardą o zwolennikach RP, a zwolennicy RP w identyczny sposób traktują sympatyków PiS-u. W rzeczywistości, wymienione formacje posiadają wspólny mianownik. Jedną, negatywną cechę, która zrównuje je ze sobą i nadaje im jednakowy status. Chodzi o działalność na szkodę Polski, która stała się rutyną obu ugrupowań parlamentarnych.

Antypatriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest o tyle perfidny, że nie ma charakteru jawnego i otwartego. W przypadku Ruchu Palikota, sprawa jest jasna jak słońce: ani Januszek, ani jego poplecznicy nie próbują udawać patriotów (którymi nie są). Z PiS-em jest nieco trudniej, gdyż przedstawiciele tej partii sięgają po patriotyczną retorykę, widocznie wierząc, że zatroskana o Polskę część społeczeństwa da się na to nabrać. Niestety, fałszywy patriotyzm Jarosława Kaczyńskiego i jego świty rzeczywiście bywa odbierany jako coś szczerego i autentycznego. Powoduje to, że propolscy, ale odurzeni propagandą ludzie “karmią” to stronnictwo swoimi ciepłymi komentarzami, wyborczymi głosami i ulicznymi okrzykami. Oddają swoje serce grupie, która na to nie zasługuje i która nie pozwala się rozwinąć bardziej ideowym formacjom. Dlaczego patriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest fałszywy?

Choćby dlatego, że Kaczyński pozuje na eurosceptyka i obrońcę naszej suwerenności, a sam (zupełnie jak Palikot, Tusk, Komorowski, Sikorski, Gowin, Ziobro, Pawlak i Napieralski) głosował za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Mało tego. Bubel prawny, który przekształcił Unię Europejską w państwo federalne (czyli, de facto, pozbawił Polskę niepodległości) został podpisany przez PiS-owskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To właśnie LK, człowiek posługujący się pronarodowymi sloganami i zwodzący patriotów do samego końca, ratyfikował dokument czyniący z naszej Ojczyzny element Stanów Zjednoczonych Europy. A przecież mógł się podać do dymisji albo zwyczajnie odmówić podpisania Traktatu! Gdyby Lech Kaczyński trafił przed Trybunał Stanu za nieratyfikowanie Aktu Rozbiorowego, byłby męczennikiem, prześladowanym za bezwarunkową miłość do Polski.

Problem w tym, że zdecydował się na inne rozwiązanie. Nie poświęcił się dla ratowania naszej suwerenności, tylko zrobił to, co mu kazali europejscy federaliści. Uczynił najstraszniejszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Finał jest taki, że sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, zamiast bić się w piersi i błagać Polaków o przebaczenie, stawiają mu pomniki, piszą wiersze na jego cześć, śpiewają o nim piosenki i nazywają go “bohaterem narodowym”. W serwisie YouTube można znaleźć filmik, w którym Joanna Burzyńska - słynna obrończyni krzyża - określa Lecha Kaczyńskiego mianem “świetlanej postaci”. Kult LK jest zdecydowanie niehonorowy i antypatriotyczny. Ciekawe, że były prezydent spoczywa w Krypcie Wawelskiej, czyli tam, gdzie pochowano przedwojennego dyktatora Piłsudskiego (mającego na sumieniu cztery razy więcej ofiar niż Wojciech Jaruzelski).

Pozostali członkowie Bandy Sześciorga
(Cztery Stronnictwa Apokalipsy)

Platforma Obywatelska - partia, która zastała Polskę kwitnącą, a zostawi więdnącą. Ugrupowanie, niczym anioł śmierci, przynosi zgubę i zatracenie wszystkiemu, co spotyka na swojej drodze. Pod rządami PO znikają szkoły i przychodnie lekarskie, rozkłady jazdy PKP i PKS zmieniają się z dnia na dzień, dług publiczny rośnie jak magiczna fasola, pacjenci chorzy na raka cierpią z powodu braku lekarstw, a ludzie zatrudnieni drżą ze strachu na myśl o pracy do 67 roku życia. Internauci, przerażeni wizją inwigilacji w Sieci, wychodzą na ulice i odważnie wykrzykują swoje żale. Donald “Słońce Peru” Tusk nie znosi sprzeciwu i nie chce słyszeć o jakichkolwiek referendach czy konsultacjach społecznych. Zrozpaczonym Polakom opadają ręce. 

Platforma Obywatelska lekceważy nie tylko szarych obywateli i ich podstawowe potrzeby życiowe, ale również polską rację stanu. Wśród posłów PO nie było ani jednej osoby głosującej przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu. Było za to wielu parlamentarzystów, którzy wypowiadali się o tym dokumencie bardzo pozytywnie. Radosław Sikorski nie ukrywa, że jest zadowolony z federalizacji Unii Europejskiej, będącej już faktem dokonanym. Słońce Peru wyraźnie płaszczy się przed Angelą Merkel i wszechwładcami z Brukseli. Komentatorzy twierdzą, że Tusk robi te wszystkie świństwa, żeby odnieść wymarzony sukces w Komisji Europejskiej. Niedawno podano bowiem informację, że za kilka lat nasze kochane Słoneczko może stanąć na czele KE (źródło: “Uważam Rze”). 

Polskie Stronnictwo Ludowe - partia, o której nie da się zbyt dużo powiedzieć. Cicha, bierna, pozbawiona inicjatywy i pełniąca funkcję dodatku do PO. Przed wyborami jest gotowa utworzyć koalicję z każdym, kto wyrazi na to zgodę. Po wyborach dochowuje wierności ugrupowaniu, z którym związała swój los. PSL można porównać do starej panny, która za wszelką cenę chce wyjść za mąż, a gdy osiąga ten cel, jest lojalna i uległa wobec swojego małżonka. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej podkreślają, że ludowcy zawsze zachowywali się w ten sposób. Faktycznie. Jeśli spojrzymy na czasy przedwojenne, powojenne i współczesne, to dojdziemy do wniosku, że przedstawiciele ruchu ludowego tworzyli już koalicje ze wszystkimi opcjami politycznymi. Cieszmy się, że - w przeciwieństwie do innych stronnictw - dają nam oni poczucie stałości. I że są z nami na dobre i na złe.

Sojusz Lewicy Demokratycznej - istny dinozaur. Trochę jak stary zespół muzyczny, który już dawno przestał się ludziom podobać, a który wciąż nagrywa piosenki i liczy na odzyskanie popularności. Działacze SLD przekonali się na własnej skórze, co oznaczają słowa serialowego szlagieru: “Życie, życie jest nowelą, raz przyjazną, a raz wrogą”. Sojusz Lewicy Demokratycznej jest już stracony, co nie zmienia faktu, że próbuje on się zemścić na Ruchu Palikota za kradzież części elektoratu. Oczywiście, partia Leszka Millera jest równie antypaństwowa i antynarodowa, jak pozostałe. To właśnie SLD podporządkowało naszą Ojczyznę Brukseli, Waszyngtonowi i Watykanowi. Poza tym, nie można zapominać o ponurej, esbeckiej przeszłości niektórych działaczy tego ugrupowania. I o wpadkach sprzed kilku lub kilkunastu lat. Czy ktoś jeszcze pamięta, o co chodziło z “chorobą filipińską”?

Solidarna Polska - formacja, która wyłoniła się z Chaosu. Tak, chodzi o Chaos, jaki miał miejsce w łonie Prawa i Sprawiedliwości. Stronnictwo ziobrystów nie powstałoby, gdyby nie trudny charakter Jarosława Kaczyńskiego i jego niechęć do pluralizmu wewnątrzpartyjnego. O Solidarnej Polsce mówi się głównie to, że jest ona konserwatywna światopoglądowo, ale ma wyraźne ciągoty do etatyzmu gospodarczego. Zobaczymy, jak to ugrupowanie, zrodzone w wyniku konfliktu personalnego, będzie się rozwijało. Można mniemać, że prędzej czy później podzieli ono los partii PJN (Polska Jest Najważniejsza).

Zakończenie
(z nawiązaniem do popkultury)

Politycy są jak Heniek z piosenki zespołu Brathanki. Zdobywają zaufanie i rozbudzają marzenia, a potem porzucają swoich wyborców na pastwę losu. Działacze polityczni mają to do siebie, że zdradzają obywateli i bezlitośnie łamią im serca (aż chce się ironicznie zaśpiewać: “Nie płacz, Hanuś, nie płacz nawet w samym niebie. Twój polityk, Twój wybrany, troszczy się o Ciebie“). Cóż, na tym polega ich specyfika. Nie wolno jednak zapominać o pewnym niuansiku. A mianowicie o tym, że “po czwartym wianku z rzędu diabli wzięli Heńka”.

Natalia Julia Nowak,
6-9 maja 2012 roku

PS. Czy Wy, drodzy Czytelnicy, macie swojego politycznego Heńka? Bo moim Heńkiem jest partia Prawo i Sprawiedliwość. 10 października 2009 roku dotarło do mnie, że uznawanie tej formacji za “mniejsze zło” jest tragiczną pomyłką.

23:10, nacjonalistka.njn
Link
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Narodowa SocjalDemokracja kontra ECR Polska

ECR Polska - Kościół polskojęzyczny

Kościół rzymskokatolicki (Ecclesia Catholica Romana - ECR) lubi czasem udawać, że ma coś wspólnego z polskością i patriotyzmem. W świątyniach katolickich wieszane są nieraz polskie flagi, a w kościelnych pieśniach pojawiają się wzmianki o Ojczyźnie i Narodzie. Księża odprawiają Msze święte w intencji Polski albo nawiązują w swoich kazaniach do polskiej historii. Osoba, która nie zastanawia się nad tym zbyt głęboko, może odnieść wrażenie, że rzeczywiście istnieje coś takiego jak “polski Kościół”. Prawda jest jednak inna, zdecydowanie mniej optymistyczna.

KrK (ECR) to potężna organizacja międzynarodowa, którą można porównać do ONZ. Jest on również podobny do wpływowej korporacji ponadnarodowej, posiadającej swoje oddziały w różnych krajach i kontrolującej mniejsze firmy (w tym przypadku: zakony, oazy rekolekcyjne, wspólnoty modlitewne). To, co niektórym ludziom jawi się jako “polski Kościół”, jest po prostu agendą globalistycznej instytucji. Nie ma żadnego “polskiego Kościoła” - jest ECR Polska. Jakie to miłe, że po Soborze Watykańskim II Kościół rzymskokatolicki raczył opracować polskojęzyczną wersję Mszy świętej!

Cyrograf zwany konkordatem

Ecclesia Catholica Romana nie służy krajom, na terenie których funkcjonuje, tylko swojemu właścicielowi, jakim jest Państwo Watykańskie. Przywódcą Watykanu i prezesem ECR jest obecnie Joseph Ratzinger, którego można postawić w jednym szeregu z takimi szefami, jak Mark Zuckerberg (Facebook), Steve Ballmer (Microsoft) czy Hugh Grant (Monsanto). Jego poprzednik, Karol Wojtyła, był z pochodzenia Polakiem i uchodził za polskiego patriotę. Oczywiste jest jednak to, że Wojtyła - jako głowa Państwa Watykańskiego i dyrektor generalny ECR - nie był w pełni oddany Polsce i Narodowi Polskiemu.

W latach dziewięćdziesiątych Polska zawarła z Watykanem konkordat, który obowiązuje po dziś dzień. Jest to zwyczajna umowa międzynarodowa, a przecież wiadomo, że każdy taki dokument ogranicza suwerenność kraju oraz znacząco wpływa na jego politykę wewnętrzną i zagraniczną. Ratyfikacja konkordatu była dla Polski równie niekorzystna jak akcesja do Unii Europejskiej czy współpraca militarna z USA. Watykan, podobnie jak Bruksela i Waszyngton, owinął nas sobie wokół palca. Warto pamiętać, że za te wszystkie nieszczęścia odpowiada Sojusz Lewicy Demokratycznej. Szczególnie negatywną rolę odegrał w tych kwestiach Aleksander Kwaśniewski.

Tajemnica poliszynela x 2

Chociaż trudno w to uwierzyć, jeden procent podatku dochodowego Polaków jest przeznaczany na wspieranie Ecclesia Catholica Romana. W praktyce oznacza to, że władze Rzeczypospolitej Polskiej zabierają obywatelom pieniądze i przekazują je obcemu państwu - Watykanowi. Nie dość, że posiada to znamiona zdrady narodowej, to jeszcze ma zgubny wpływ na naszą sytuację gospodarczą. Pieniążki, o których mowa, można by przecież wydać na rozwój polskiej oświaty albo na ratowanie tutejszej służby zdrowia.

Zamiast tego, część naszego podatku przechodzi na konto Watykanu, który doskonale poradziłby sobie bez niej. Jest to bowiem państwo zamożne i przedsiębiorcze, a nie kraj trzeciego świata. Ciekawostka: Stolica Apostolska ma bardzo dziwną historię. Większość katolików nie zdaje sobie sprawy z faktu, że Watykan odzyskał niepodległość w roku 1929 dzięki faszystowskiemu dyktatorowi Mussoliniemu. Niech teraz ktoś powie, że faszyści byli “antyklerykalni“ i “antykatoliccy“!

Rząd dusz

ECR Polska rości sobie prawo nie tylko do naszych pieniędzy, ale także do naszych serc i umysłów. Lekcje religii w szkołach, transmisje nabożeństw w telewizji publicznej, łączenie uroczystości państwowych z religijnymi - chodzi w tym wszystkim o to, żeby Polacy zżyli się z Kościołem rzymskokatolickim i żeby nauczyli się lojalności wobec Watykanu. Członek rządu i hierarcha kościelny wyglądają w jednym kadrze równie nieestetycznie jak flaga Polski obok flagi UE. Taki widok dyskretnie sugeruje, że Rzeczpospolita Polska nie jest samodzielnym podmiotem politycznym, tylko bytem posiadającym prawnego opiekuna.   

Głoszenie, że KrK jest ważniejszy od Ojczyzny i Narodu, to wpajanie Polakom patriotyzmu watykańskiego i odsuwanie ich od Spraw Najistotniejszych. Ecclesia Catholica Romana pragnie kontrolować nasze umysły, mówiąc nam, jak mamy myśleć i postrzegać rozmaite zjawiska. Mało tego. Kościół rzymskokatolicki, czyli Państwo Watykańskie, próbuje regulować nasz styl życia oraz sposób funkcjonowania w społeczeństwie. Polscy patrioci i nacjonaliści nie powinni się na to zgadzać. Przeciwnie: najlepszym wyjściem byłoby dla nich opowiedzenie się za ruchem antyklerykalnym. 

Kaczyzm i NWO

Parafie ECR często zamieniają się w trybuny polityczne, z których płyną wywody przychylne partii Prawo i Sprawiedliwość. Jest to o tyle bulwersujące, że politycy związani z PiS-em mają/mieli na sumieniu podpisanie Traktatu z Lizbony oraz serwilizm wobec USA. Tubami propagandowymi PiS-u są również niektóre media katolickie: Radio Maryja, Telewizja Trwam, “Nasz Dziennik”, a także kwartalnik “Fronda” i należący do niego portal internetowy. Karol Wojtyła vel Jan Paweł II był zwolennikiem Unii Europejskiej. To właśnie on (między innymi) przekonał Polaków, żeby zagłosowali za przystąpieniem do UE, czyli za oddaniem się w niewolę Brukseli.

Człowiek, o którym mowa, był bardzo inteligentny i starannie wykształcony. Na pewno wiedział, że Unia Europejska od samego początku była pomyślana jako federacja - podróbka Stanów Zjednoczonych Ameryki, a zarazem ich największa konkurentka. Niestety, Wojtyła był nie tylko euroentuzjastą, ale również zwolennikiem NWO. W jednym ze swoich przemówień, dostępnym w serwisie YouTube, powiedział on: “A New World Order, a civilisation of love, can be achieved” - “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty”. Joseph Ratzinger vel Benedykt XVI wcale nie jest lepszy, o czym świadczy fakt, że domagał się utworzenia “światowej władzy publicznej”.

Nar-SocDem kontra Ecclesia Catholica Romana

Narodowa SocjalDemokracja, jako opcja uznająca Ojczyznę i Naród za wartości najwyższe, sprzeciwia się podporządkowywaniu Polski Kościołowi rzymskokatolickiemu (organizacji międzynarodowej) i Watykanowi (obcemu państwu). Według Nar-SocDem, wpływ KrK na Polskę i Polaków jest równie destrukcyjny jak przynależność do UE (europejskiej federacji) i NATO (układu realizującego interesy USA). Klerykalizm, czyli zakamuflowany szowinizm watykański, nie jest możliwy do pogodzenia z polskim patriotyzmem i nacjonalizmem. Tym bardziej, że opiera się on na religii chrześcijańskiej, która pochodzi z Azji i która poważnie zaszkodziła naszym rodzimym, pogańskim wierzeniom.

Natalia Julia Nowak,
30 kwietnia 2012 roku

 

 

18:34, nacjonalistka.njn
Link
sobota, 21 kwietnia 2012
Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy

Ja i one

Nie czuję się kobietą i nie mam nic wspólnego z kobiecością. Jeszcze kilka lat temu to stwierdzenie brzmiało niewinnie i niegroźnie, bo przecież byłam dziewczyną, a nie reprezentantką kobiet. Ale teraz mam 21 lat i czuję, że moje dojrzewanie albo już się zakończyło, albo właśnie dobiega końca. Skoro do tej pory nie objawiła się u mnie tzw. kobiecość, to niewątpliwie coś jest ze mną nie tak. Nie posiadam kobiecych zainteresowań, odrzuca mnie od babskich spraw, nie rozumiem przedstawicielek płci żeńskiej i nie podzielam ich punktu widzenia. Częściej zgadzam się z opiniami, poglądami i teoriami wygłaszanymi przez facetów niż przez niewiasty.

W sukience i w kolorowym makijażu czuję się bardziej przebrana niż ubrana. Nigdy nie wychodzę z domu umalowana i odziana w ewidentnie kobiece ciuchy, bo boję się, że gdybym tak zrobiła, to wszyscy przechodnie gapiliby się na mnie jak na pstrokatego cudaka. Poza tym, w takim “kostiumie” czułabym się dziwnie, nienaturalnie i nieswojo. Nigdy nie interesowałam się modą, urodą, fabułą miłosną itp. Gdy przeglądam kobiece czasopisma i portale internetowe, wytrzeszczam oczy ze zdumienia, a potem myślę z niesmakiem: “Jak baby mogą się zajmować takimi pierdołami, kiedy Ojczyzna znajduje się w potrzebie i należy zabiegać o jej ocalenie?! Wszyscy, bez wyjątku, muszą służyć Polsce! Nie ma, że boli!”. 

O osobach płci żeńskiej zawsze myślę “one” - nigdy “my”. Mam antyfeministyczne, patriarchalistyczne i maskulistyczne poglądy, a gdy dochodzi do różnorakich sporów między kobietami i mężczyznami, opowiadam się po stronie tych drugich. Najczęściej chodzę w prostych bluzkach, koszulach, swetrach, golfach, spodniach lub długich, lekkich, zwiewnych spódnicach (te ostatnie są bardzo wygodne i nie krępują nóg - zupełnie jak spodnie). Nigdy w życiu nie sięgnęłabym po buty na obcasach. Nie dałabym się również namówić na odzież podkreślającą kobiecość. Stanik powiększający biust, gorset, krótka spódniczka, top, przezroczysta bluzeczka - oto ubrania, których nie założyłabym nawet dla pieniędzy. 

“Chyba miałaś być chłopakiem”

Pamiętam, że jako małe dziecko miewałam specyficzne fanaberie: przykładowo, uważałam się za chłopaka i nie chciałam uznać swojej dziewczęcej tożsamości. W przedszkolu wolałam robić to, co chłopcy (któregoś dnia przedszkolanka kazała dziewczynkom przygotować pracę plastyczną z wykorzystaniem kaszy manny, a chłopakom - z wykorzystaniem drewnianych wiór pochodzących z zastruganych kredek. Ja, oczywiście, buntowałam się przeciwko kaszy i wolałam wióry). Później, w młodszych klasach podstawówki, tragedią było dla mnie zakładanie spódniczki na uroczystości szkolne.

Jeśli chodzi o zabawki, to zawsze lubiłam prowizoryczne miecze, pistolety i “różdżki” o zastosowaniu bojowym. Moją najcenniejszą “bronią” była proca, wykonana przez dziadka specjalnie dla mnie. Nigdy nie stroniłam od przeskakiwania przez płoty. Co do kreskówek i seriali, najchętniej oglądałam te, które były wypełnione sensacją, agresją i dynamiką. W wieku dziewięciu lat założyłam klub “Ochotnicze Superbohaterki”, który promował takie wartości, jak honor, sprawiedliwość, odwaga, waleczność, wytrwałość czy wierność chrześcijaństwu. Hasła tej podwórkowej organizacji brzmiały: “Będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi” i “Nigdy się nie poddamy”.

Gdy bawiłam się ze swoim kuzynostwem, moja babcia śmiała się ze mnie: “Natalka, ty chyba miałaś być chłopakiem!” (co to były za zabawy? Chyba jakieś pościgi i strzelaniny). Jakby tego było mało, uwielbiałam komputerowe gry-bijatyki, a w szkole często wdawałam się w bójki, przepychanki oraz szarpaniny. Jako osoba dwunasto- lub trzynastoletnia zdradziłam komuś na czacie, że źle się czuję w żeńskim ciele i że najchętniej zmieniłabym płeć. Gazetowe testy na płeć mózgu, które rozwiązywałam w starszych klasach SP i w gimnazjum, jednoznacznie wskazywały na chłopięcą umysłowość/psychikę. Obecnie miewam podobne wyniki, aczkolwiek z anglojęzycznego testu SAGE wyszła mi androgynia oraz skłonności do crossdresingu K/M.

Gimnazjalne koleżanki zarzucały mi, że chodzę i siedzę jak chłopak, mam szerokie ramiona, nie posiadam kobiecych kształtów i w ogóle jestem babochłopem. Nie rozumiałam, jak moje znajome mogą lubić się stroić, skąpo ubierać, chodzić na randki etc. Co się tyczy konfliktów, częściej zdarzały mi się kłótnie i nieporozumienia z dziewczętami niż z chłopakami. Jedyna kumpelka, jaką posiadałam, była totalną chłopczycą (pod względem wyglądu, zachowania i stylu życia). W wieku 14 lat pisałam opowiadania o wojnie w Iraku, aczkolwiek były to utwory o charakterze antywojennym. 

To aseksualizm! Koniec, kropka!

Kiedy miałam 15-16 lat, ostatecznie wybrnęłam z kłopotu, stwierdzając rzecz następującą: “Nie czuję się dziewczyną, ale też nie jestem chłopakiem. Nie odczuwam potrzeby, żeby utworzyć z kimkolwiek związek. Nie lubię fizycznej czułości, gardzę nagością, seksem i erotyką. Wniosek? Jestem bezpłciowa. Jestem aseksualna. Jestem poza (lub ponad) tym wszystkim. Problem przezwyciężony, temat zamknięty”. Było to rozwiązanie proste, błyskotliwe, wiarygodne i łatwe do przełknięcia - zarówno dla mnie, jak i dla reszty społeczeństwa. A trzeba podkreślić, że w tamtych czasach (i jeszcze do niedawna) byłam bardzo konserwatywna, więc autodiagnozy typu “jestem transseksualistką” wydawały mi się niemożliwe do zaakceptowania.

Kiedy byłam dzieckiem, dostrzegałam sporo cech łączących mnie z innymi przedstawicielkami płci słabej. Teraz, gdy jestem dorosłą panią, nie widzę żadnego podobieństwa między mną a innymi kobietami. Z logicznego punktu widzenia, wraz z upływem czasu powinnam stawać się coraz bardziej kobieca. Jest jednak odwrotnie. Im więcej mam lat, tym większa przepaść oddziela mnie od pozostałych osób płci żeńskiej. Boyd Rice napisał kiedyś: “Nie jestem tolerancyjną osobą. Faktycznie z każdym dniem staję się coraz bardziej nietolerancyjny. (…) Tak jak moja tolerancja się zmniejsza, tak ich liczba wydaje się zwiększać”. Ja zaś mogę napisać: “Nie jestem kobiecą kobietą. Faktycznie z każdym rokiem staję się coraz mniej kobieca. (…) Tak jak ich kobiecość się rozwija, tak moja wydaje się zwijać”.

W Internecie otrzymuję czasem komentarze, z których wynika, że mogę być mężczyzną podszywającym się pod kobietę. Kilka razy trafiły się wypowiedzi, których autorzy dowodzili, że cierpię z powodu nieuświadomionego (podświadomego?) transseksualizmu. Naturalnie, tego typu sugestie bardzo mnie kiedyś bulwersowały. Myślałam wówczas: “Jak ja, skrajnie prawicowa konserwatystka, mogę być transpłciowa?! Nie jestem żadnym transem. Po prostu należę do osób aseksualnych. Każdy głupi wie, że aseksualny znaczy bezpłciowy”. Z drugiej strony, zdarzało mi się czytać artykuły na temat rozbieżności między płcią biologiczną a psychiczną. Lekturze takich tekstów zawsze towarzyszyły refleksje typu: “A może…?”. Mało tego. Bywało, że w chwilach słabości przychodziła mi do głowy myśl: “Kurczę, ja chyba rzeczywiście jestem transseksualna!”. Nietrudno odgadnąć, że natychmiast usuwałam takie hipotezy ze swojego umysłu.  

Marzenie o burce

Większość moich znajomych to mężczyźni, bo tylko z nimi jestem w stanie się porozumieć. Nie przypominam sobie żadnej fascynującej znajomości ani pasjonującej dyskusji z dziewczyną/kobietą. Przez 3,5 roku obracałam się w środowisku narodowych radykałów, w którym przeważają reprezentanci płci silnej. Świetnie się z nimi dogadywałam, gdyż łączyła nas wspólnota poglądów i upodobań. Rozmówczynie irytują mnie o wiele szybciej niż rozmówcy. Jedyne kobiety, z którymi dobrze mi się gawędzi, to te, które mają męskie zainteresowania i sporo męskich cech. Najwspanialszy komplement, jaki kiedykolwiek otrzymałam? Trudno mi wskazać jeden, najlepszy. Wiem tylko tyle, że cieszą mnie wszelkie porównania do faceta. Zwłaszcza te, których autorami są osoby płci męskiej.

Jeśli chodzi o obelgi, to najbardziej oburza mnie fraza “jesteś kobieca/dziewczęca”. Oczywiście, bardzo rzadko otrzymuję takie komunikaty, ale nie mogę powiedzieć, że się one nie zdarzają. Gdy dociera do mnie opinia, że jestem kobieca/dziewczęca, zastanawiam się: “Jaki popełniłam błąd? Czy naprawdę nie widać, że nie chcę, aby patrzono na mnie jak na kobietę/dziewczynę? Że nie chcę być traktowana jak przedstawicielka tej płci? Noszenie luźnych (lub grubych) ubrań, neutralne zachowanie, prosta fryzura i brak makijażu nie wystarczają? Może już czas założyć burkę, czyli muzułmański strój, zaprojektowany w celu ukrycia kobiecości?”. Mam bardzo małe piersi, lecz dla mnie i tak są one zbyt duże (wolałabym być płaska jak deska). Posiadam również wąskie biodra oraz niezbyt kobiecy charakter pisma.

Kiedy ktoś mnie podrywa, przeżywam dyskomfort i upokorzenie, zatem unikam miejsc, w których mogłoby mnie to spotkać. Nie chodzę na dyskoteki ani na plażę, bo tam zwracano by uwagę na moją cielesność (fizyczną kobiecość). Mentalność mam dosyć męską, albowiem już w gimnazjum, kiedy rozmawiałam z mamą o przypadku zgwałcenia prostytutki, rodzicielka powiedziała do mnie: “Natalka, ty czasem mówisz jak chłop!”. Niedawno dowiedziałam się, że posiadam męską manierę związaną z witaniem krewnych: zwrot powitalny, wyciągnięcie ręki i nic więcej. Całowanie i przytulanie to dla mnie koszmar. Dysponuję wysokim i delikatnym głosem, jednak mój sposób mówienia i ton wypowiedzi zupełnie do niego nie pasują.  

Solidarna z mężczyznami

Nienawidzę babskich stacji telewizyjnych, reklam adresowanych do kobiet oraz utworów literackich klasyfikowanych jako kobiece. Nie jestem opiekuńcza, wylewna, łagodna, empatyczna, dyplomatyczna ani pacyfistyczna. Zawsze miałam pogardliwy stosunek do własnego ciała, a zwłaszcza do tego, co wiąże się z płcią biologiczną. Nigdy nie rozumiałam kobiet, które lamentowały z powodu sterylizacji lub utraty płodności. Kiedy słuchałam (w telewizji) zwierzeń takich pań, myślałam z wyższością: “Ja bym się tym nie przejęła. W ogóle bym tego nie odczuła. Po co mi sprawny układ rozrodczy, skoro i tak nie będę z niego korzystać? Szczerze mówiąc, ucieszyłabym się, gdybym przeżyła coś takiego, jak te kobiety. Gdybym padła ofiarą napaści seksualnej, nie zaszłabym w ciążę i miałabym święty spokój”.

Lubię - oczywiście, w granicach rozsądku - antyfeministyczne dowcipy i demotywatory. Wyzwalają one we mnie reakcje typu: “Tak, właśnie takie są baby! Jak to dobrze, że ja jestem inna. Na mnie faceci nie muszą narzekać”. Z drugiej strony, bardzo mnie drażnią żarty feministyczne, androfobiczne i matriarchalistyczne. Zdarza się, że gdy obserwuję jakąś niewiastę, zastanawiam się, co o jej zachowaniu, postępowaniu lub powierzchowności powiedziałby mężczyzna. Gdy dowiaduję się o konflikcie, do którego doszło między partnerem a partnerką, rozsądniejsza wydaje mi się wersja wydarzeń przedstawiana przez faceta. Niektórzy twierdzą, że mam męski sposób pisania i stosuję ewidentnie męskie sformułowania. 

Moi ulubieni bohaterowie literaccy - od Konrada z III części “Dziadów” aż po Winstona Smitha z “Roku 1984” - są płci męskiej. Nie potrafię solidaryzować się z postaciami-kobietami. Łzy rozczulenia, np. w sytuacjach rodzinnych, zawsze jawiły mi się jako haniebny akt słabości. Cenię sobie bezpośredniość, jednoznaczność i komunikatywność: zawsze muszę mieć wszystko “podane na tacy”. Nie posiadam tego czegoś, co bywa nazywane kobiecym wdziękiem i urokiem osobistym. O zalotności, kokieterii czy subtelności nawet nie wspomnę. Nowe ubrania kupuję tylko wtedy, gdy jest to konieczne (bo brakuje mi czegoś na zmianę albo stary strój uległ zniszczeniu). Nie zakładam apaszek, opasek, spinek ani innych zbędnych dodatków. Zamiast damskich torebek, których nie znoszę, wybieram plecaki i sportowe torby.                       

Podróż do nieświadomości

Jeśli się okaże, że faktycznie jestem transseksualistką, to będzie to wstrząs dwudziestolecia. Dlaczego właściwie o tym piszę? Bo przez lata przekonywałam bliźnich, że jestem aseksualistką i szczerze wierzyłam w swój aseksualizm. Obecnie zastanawiam się, czy moja aseksualność nie jest - że tak powiem - zakamuflowaną opcją męską. Czuję, że mam obowiązek poinformować o tym swoich Czytelników. Cóż, pragnę być uczciwa wobec siebie i innych ludzi. No i szukam odpowiedzi na pytania: “Czy w wieku 15-16 lat nie popełniłam błędu? Czy nie poszłam na łatwiznę, szufladkując się jako osoba bezpłciowa? Czy nie okłamałam samej siebie? Czy nie uciekłam od swojego kłopotu?”.

Internauci zawsze pisali, że mój aseksualizm jest jakiś dziwny i że może być zasłoną dla czegoś zupełnie innego. Fakty z mojego życia, które przytoczyłam w poprzednich akapitach, są zwykłymi błahostkami. Lecz takich drobiazgów jest naprawdę wiele. One wszystkie, połączone w jedną całość, tworzą ciekawy, acz szokujący obraz mojej osoby. Czy to możliwe, że jestem facetem uwięzionym w damskim ciele, ale brak akceptacji dla takiego stanu rzeczy spowodował, iż uznałam się za aseksualistkę? Czy przypadłość, którą u siebie odkryłam, nie jest właśnie wypartym ze świadomości transseksualizmem? Czy uwierzyłam w swój aseksualizm z takiej prostej przyczyny, że jest on bardziej “strawny” od transpłciowości?

Ktoś może spytać, dlaczego miałabym wmawiać sobie aseksualność oraz spychać do nieświadomości prawdziwe źródło problemu. Otóż dlatego, że kiedyś byłam ortodoksyjną katoliczką. Później wprawdzie przestałam wierzyć w Boga, ale przyjęłam radykalnie prawicowy światopogląd, który narzucał mi sztywne zasady moralne i skonkretyzowaną wizję rzeczywistości. Skrajna prawica to ogromne wymagania nie tylko wobec otoczenia, ale także wobec własnej osoby. Obecnie mam poglądy narodowo-lewicowe (stworzyłam ideologię zwaną Narodową SocjalDemokracją), więc zmieniło się moje spojrzenie na siebie, świat i rozmaite zjawiska społeczne. Skoro straciłam 80-90 proc. dawnych przekonań i podważyłam swoją tożsamość polityczną, to prędzej czy później musiałam zacząć się zastanawiać nad bardziej intymnymi (czytaj: niewygodnymi dla mnie samej) kwestiami. 

No, więc jak to ze mną jest? Cierpię z powodu transseksualizmu, czy nie? Chcę znać prawdę na własny temat, niezależnie od tego, jak bardzo jest przerażająca. Jeśli rzeczywiście jestem transem, to pragnę zwrócić się do ludzkości słowami z wiersza Mirona Białoszewskiego: “Nie każcie mi już niczym więcej być! Nareszcie spokój”.  

Natalia Julia Nowak,
18-21 kwietnia 2012 r.

PS. Oto symbol transseksualizmu. Jest fajny, ale katoliccy fundamentaliści i tropiciele teorii spiskowych i tak powiedzą, że podobny do głowy kozła - Baphometa. Swoją drogą, Baphomet też ma zarówno męskie, jak i żeńskie cechy...

http://outservemag.com/wp-content/uploads/2012/01/transgender-symbol2.jpg

http://3.bp.blogspot.com/_vgxtt0HaxOA/S2Cj8ZZ7AwI/AAAAAAAABag/1beUVQWCzbs/s400/baphomet11.jpg

 

15:27, nacjonalistka.njn
Link
wtorek, 17 kwietnia 2012
NJN - Naród Jest Najważniejszy

Nowa definicja nacjonalizmu

Nacjonalizm to niekończący się bój o różnorodność. O to, żeby istniały na Ziemi rozmaite nacje: świadome własnej tożsamości, dumne ze swojego pochodzenia, wyraźnie odróżniające się od innych, swobodne, niezależne oraz rozwijające się w sposób równomierny i nieskrępowany. Celem nacjonalizmu jest ochrona pluralistycznego świata, w którym można usłyszeć różne języki, zobaczyć różne zwyczaje, spotkać różne kultury i zaobserwować różne style bycia. Ideologia, o której mowa, uznaje prawo wolnych, zróżnicowanych, niepowtarzalnych Narodów do życia w wolnych, zróżnicowanych i niepowtarzalnych Państwach.

Nacjonalista, czyli narodowiec, powinien walczyć z tym, co stanowi zagrożenie dla tej barwnej mozaiki. Na przykład z globalizacją i kosmopolityzmem – zjawiskami ujednolicającymi świat, uniformizującymi społeczeństwo, zabijającymi indywidualizm oraz budującymi nudną monokulturę, w której wszyscy słuchają podobnej muzyki, noszą identyczne ubrania, oglądają te same (kiczowate) filmy oraz posługują się jednym, ogólnoświatowym językiem. Idee zawierające się w nacjonalizmie to patriotyzm, eurosceptycyzm, antyglobalizm, antykapitalizm, antykonsumpcjonizm itp.

Misja i wizja narodowca

Polski narodowiec jest wyzwolonym, stanowczym, pewnym siebie człowiekiem, który nie wstydzi się swojego pochodzenia i który pragnie działać dla dobra swojej Wspólnoty Narodowej (WN). Zabiega on o to, żeby Polska, Polacy i polskość cieszyły się należnym szacunkiem oraz pozostawały niezależne od obcych wpływów (krępujących swobodę WN i utrudniających jej prawidłowy rozwój). Nacjonalista nie waha się wznosić biało-czerwonej flagi i wołać do ludności świata: “Hej, tutaj są Polacy! Zauważcie nas, respektujcie nasze prawa, pozwólcie nam być sobą!”.

Kocha swoich rodaków i życzy im jak najlepiej – niezależnie od tego, czy są lewicowi, prawicowi, centrowi, zamożni, ubodzy, piękni, brzydcy, utalentowani, nieudolni, heteroseksualni, homoseksualni, transpłciowi, nietranspłciowi itd. Narodowiec przyjmuje postawę utylitarną, popiera demokrację (najlepiej bezpośrednią), przestrzega zasad egalitaryzmu i zawsze staje po stronie swojej WN. Jednocześnie miłuje inne Narody, które także mają prawo do samostanowienia oraz starają się utrzymać swój oryginalny charakter w globalizującej się rzeczywistości.

Aktywista i wolnomyśliciel

Chociaż nacjonalista wie, że każda jednostka jest inna, uważa, iż najistotniejszym rodzajem tożsamości jest tożsamość narodowa (chodzi o mentalność typu: “Jestem studentem, socjaldemokratą, weganinem, członkiem organizacji X, a PRZEDE WSZYSTKIM Polakiem”). Działacz narodowy pamięta o ludziach, którzy cierpieli i umierali za Ojczyznę, czuje się ich dłużnikiem oraz kontynuuje ich dzieło. Bliskie są mu myśli takie, jak: “Szkoda by było, gdyby upokorzenie, trud, ból i śmierć naszych Bohaterów poszły na marne. Oni ponosili męczeństwo po to, żebyśmy my, współcześni Polacy, byli suwerennym Narodem mieszkającym w suwerennym Kraju. To wszystko zobowiązuje nas do patriotyzmu i nacjonalizmu”.

Narodowiec stanowczo sprzeciwia się pseudonarodowcom, którzy sieją nienawiść do innych Polaków oraz do Niepolaków. Rozumie, że ktoś, kto krzywdzi przedstawicieli własnego Narodu ma więcej wspólnego z antypolonizmem/polonofobią niż z nacjonalizmem. Tolerancyjny, otwarty, postępowy, a zarazem skłonny do obrony Polski i polskości – taki jest Narodowy SocjalDemokrata, lewicowy aktywista i wolnomyśliciel. Nie ma on nic wspólnego ani z Narodowym Demokratą, ani z Narodowym Socjalistą.

Nasze, polskie, ojczyste

Kim jeszcze jest nacjonalista? Człowiekiem, który ceni pluralizm wewnętrzny, czyli mnogość przekonań, zainteresowań, stylów życia i systemów wartości występujących w Narodzie Polskim. Według narodowca, każdy element polskości jest ważny, użyteczny oraz godny ochrony i ocalenia. Kultura awangardowa wcale nie jest gorsza od tradycyjnej, a underground zasługuje na taki sam szacunek jak mainstream. Polak ma prawo podążać własną drogą i dodawać do narodowego dziedzictwa własne – jedyne w swoim rodzaju – cegiełki. Jeśli postępowanie danej osoby nie przynosi szkody Polsce, Polakom ani Niepolakom, to należy je uznać za pozytywne oraz popychające naszą WN do przodu.

Mamy mnóstwo grup i kategorii społecznych – one wszystkie są nasze, polskie, ojczyste. Podniesienie ręki na którąkolwiek z nich (tylko dlatego, że nie pasuje do naszej wizji rzeczywistości albo głosi poglądy przeciwne do naszych) byłoby incydentem antynarodowym, zamachem na polskość. Naród Polski winien być zintegrowany, nie zaś podzielony. Dlaczego? Otóż dlatego, że jest wielką rodziną, a w każdej familii powinna panować harmonia, życzliwość, wyrozumiałość i troska o drugiego człowieka. Nacjonalizm to nie ksenofobia. Nacjonalizm to nie szowinizm. Nacjonalizm to nie faszyzm. Nacjonalizm to nie dewocja.

Nar-SocDem a zwykła socjaldemokracja

Czym się różni Narodowa SocjalDemokracja od zwykłej socjaldemokracji? Tym, że klasyczna socdem jest internacjonalistyczna, euroentuzjastyczna, czasem wręcz kosmopolityczna. Nar-SocDem całkowicie odrzuca antypatriotyzm na rzecz lojalności wobec Polski i Polaków. Co więcej, stawia Ojczyznę i Wspólnotę Narodową na pierwszym miejscu, potępiając globalizm, paneuropeizm etc.

Ideę Narodowej SocjalDemokracji można opisać za pomocą hasła “NJN – Naród Jest Najważniejszy”. A Naród to różni ludzie: pracujący, niepracujący, młodzi, starzy, wykształceni, niewykształceni, heteronormatywni, nieheteronormatywni, socjalistyczni, liberalni, konserwatywni, apolityczni i inni. Niech nacjonalizm będzie postrzegany jako miłość do własnych rodaków, a nie jako niechęć do cudzoziemców!

Natalia Julia Nowak,
16-17 kwietnia 2012 r.

PS. Jesteś prawicowym narodowcem? Zostań lewicowym! Nie zmieniaj kierunku – zmień zwrot wektora! Pamiętaj tylko, że zawsze znajdą się ludzie zamknięci i nieprzyjaźni, którzy będą próbowali zrobić z Ciebie “połączenie Hitlera z Palikotem”.

 

16:17, nacjonalistka.njn
Link
czwartek, 12 kwietnia 2012
Narodowa SocjalDemokracja a polski rynek medialny

Zamknięte drzwi

Polski rynek medialny, w przeciwieństwie do amerykańskiego, charakteryzuje
się tzw. pluralizmem zewnętrznym. Polega on na tym, że w naszym kraju
funkcjonuje wiele zróżnicowanych mediów – każde z nich posiada określoną linię
programową i trzyma się jej jak maminej spódnicy. Wbrew pozorom, taki stan
rzeczy wcale nie jest dobry dla demokracji i wolności wypowiedzi. Pluralizm
zewnętrzny powoduje, że nie wszystkie grupy społeczne mają dostęp do określonych
periodyków, stacji telewizyjnych i rozgłośni radiowych. Przykładowo, poseł
Platformy Obywatelskiej nie ma szans zostać stałym współpracownikiem Radia
Maryja, a działacz Młodzieży Wszechpolskiej – jednym ze spikerów TOK FM.

Rodzaj pluralizmu, o którym mowa, jest szczególnie niekorzystny w przypadku
mediów masowych (bogatych, znaczących, docierających do ogromnej liczby
odbiorców). Jeśli takie wielkie, ogólnopolskie, wpływowe medium posiada ściśle
określoną linię ideową, to człowiek o odmiennym światopoglądzie nigdy nie
znajdzie możliwości, aby zaprezentować w nim swój punkt widzenia. Drzwi do
wielkonakładowej “Gazety Wyborczej” będą zawsze zamknięte dla komentatorów
narodowo-katolickich, a drzwi do “Naszego Dziennika” – dla sympatyków Ruchu
Palikota.

Pluralizm zewnętrzny spycha pewne opcje polityczne na margines życia
medialnego – są takie poglądy, które znajdzie się wyłącznie w mediach niszowych
i niskonakładowych. Co z tym fantem zrobić? Najlepszym wyjściem z tej sytuacji
byłoby porzucenie pluralizmu zewnętrznego na rzecz pluralizmu wewnętrznego. Ten
drugi typ pluralizmu charakteryzuje się tym, że w obrębie jednego medium
(gazety, czasopisma, radia, TV) prezentowane są przeróżne osądy, czasem
wzajemnie się wykluczające. Wewnętrzne zróżnicowanie środków masowego
komunikowania jest typowe dla Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Ku pluralizmowi wewnętrznemu

Gdyby na polskim rynku medialnym zapanował pluralizm wewnętrzny, to w każdym
medium dałoby się znaleźć wywód lewicowy, prawicowy, centrowy, laicki,
katolicki, eurosceptyczny, euroentuzjastyczny, nacjonalistyczny,
antynacjonalistyczny itd. “Gazeta Wyborcza” stałaby się otwarta na opinie
całkowicie sprzeczne ze zdaniem Adama Michnika, a Radio Maryja przestałoby być
Ośrodkiem Adoracji Ojca Rydzyka. W prasie, telewizji i radiostacjach nareszcie
zapanowałaby wolność słowa. Każdy, niezależnie od wyznawanego światopoglądu,
mógłby się wypowiedzieć w “Jedynce”, TVN-ie, Polsacie i Telewizji Trwam.

Żadne medium nie prezentowałoby postawy rodem z filmu “Dzień Świra” (“Moja
racja jest najmojsza”). Nie uważałoby się też za “jedyne źródło prawdy”. Nikt
już nie narzekałby, że medium X jest całkowicie zdominowane przez jedną opcję
polityczną. Skończyłaby się manipulacja, umarłaby dyskryminacja pewnych
jednostek i ugrupowań, zniknąłby jednostronny obraz świata. Pluralizm wewnętrzny
można by wprowadzić odgórnie, dzięki odpowiedniemu aktowi normatywnemu. Dobrym
pomysłem byłaby “Ustawa o mediach masowych i prawie do rzetelnej informacji”
dotycząca mediów wielkich (tzn. takich, których oglądalność, słuchalność lub
czytelnictwo przekracza określoną liczbę).

Parytety dla opozycji

Te ogromne, wpływowe i bogate media otrzymałyby obowiązek realizacji pewnego
parytetu – musiałyby zatrudniać przynajmniej 25 proc. dziennikarzy o poglądach
niezgodnych z ogólną linią programową. Gdyby taki przepis wszedł w życie, to
ćwierć wypowiedzi wygłaszanych w stacji TVN byłaby
“nietefałenowska”. W “GW” co najmniej 25 proc. publicystów drukowałoby
komentarze “niemichnikowskie”. Dzięki nowej ustawie odbiorcy mediów
uświadomiliby sobie, że rzeczywistość jest bardzo skomplikowana, a poszczególne
zjawiska społeczne posiadają zarówno zalety, jak i wady. Nawet, gdyby w medium X
nadal dominowały poglądy kosmopolityczne, to byłyby one neutralizowane przez 25
proc. dziennikarzy wyznających patriotyzm. Otwartość na rozmaite przekonania,
brak cenzury redakcyjnej – oto zalety pluralizmu wewnętrznego.

Oczywiście, “Ustawa o mediach masowych i prawie do rzetelnej informacji” nie
odnosiłaby się do mediów małych, czyli takich, których oglądalność, słuchalność
lub czytelnictwo nie przekracza określonej liczby (o jaką liczbę chodzi? Na
razie trudno powiedzieć. To ekspert – medioznawcza lub ekonomista – musiałby
rozstrzygnąć, od jakiego nakładu czy audytorium można mówić o medium masowym).
Pisma specjalistyczne, hobbystyczne i naukowe, docierające do niewielkiego grona
odbiorców, raczej nie zostałyby objęte “Ustawą…”. Proponowany dokument nie
dotyczyłby również mediów adresowanych do dzieci i młodzieży. Nikt normalny nie
chciałby przecież, aby w dziecięcej telewizji 25 proc. materiałów stanowiły
filmy “tylko dla dorosłych”.

Media dzielą i rządzą

Pluralizm zewnętrzny jest niekorzystny także dlatego, że przyczynia się do
powstawania, pogłębiania i utrwalania podziałów w Narodzie Polskim. Społeczność
skupiona wokół jednego medium (np. “Gazety Wyborczej”, TVN-u, Radia Maryja,
Telewizji Trwam) staje się zamkniętym kręgiem, nieufnym wobec innych i głuchym
na ich kontrargumenty. Kiedy medium, będące dla danej grupy mentorem, krytykuje
lub oczernia inne media, dochodzi do poważnych i beznadziejnych konfliktów
społecznych (miłośnicy jednego nadawcy zaczynają pałać niechęcią do miłośników
drugiego nadawcy. Wystarczy sobie przypomnieć, co się działo w 2010 roku na
Krakowskim Przedmieściu. Środowisko GW/TVN walczyło ze
środowiskiem RM/TT).

Taka sytuacja ciągnie za sobą również ryzyko manipulacji, ponieważ odbiorcy
danego czasopisma/dziennika/radia/TV otrzymują informacje redagowane z punktu
widzenia jednej opcji światopoglądowej. Nie znają oni poglądów przeciwnika, a
nawet, jeśli znają, to uważają je za głupie i niegodne przemyślenia (są bowiem
uprzedzeni do “wrogiego” medium i jego entuzjastów). Gdyby istniał pluralizm
wewnętrzny, to widzowie/słuchacze/czytelnicy konkretnego środka przekazu nie
byliby karmieni jednostronną wizją rzeczywistości. W ich ulubionej stacji
telewizyjnej, rozgłośni radiowej lub periodyku byłyby bowiem prezentowane
rozmaite opinie, a to otworzyłoby im oczy na fakt, że świat wcale nie jest
czarno-biały. W GW/TVN pojawiałoby się więcej opinii
prawicowych, a w RM/TT – nieprawicowych.

Nacjonalizm i nacjonalizacja

Jak wynika z artykułu “Rynek mediów w Polsce” Zbigniewa Bajki (opublikowanego
w pracy zbiorowej “Dziennikarstwo i świat mediów. Nowa edycja” pod red.
Zbigniewa Bauera i Edwarda Chudzińskiego), na polskim rynku medialnym królują
koncerny cudzoziemskie. Dwie trzecie (niegdyś 62 proc.) nakładów wszystkich
polskojęzycznych czasopism leży w rękach wielkich firm zza zachodniej granicy.
Jeden z niemieckich koncernów wydaje w Polsce aż 53,2 proc. czasopism, a inny –
7,4 proc. Poza tym, duże znaczenie na polskim rynku mają wydawcy szwajcarscy.
Biedny to Naród, który praktycznie nie ma żadnej własności!

Cóż my, Polacy, posiadamy, skoro niemal wszystko zostało sprywatyzowane i
sprzedane zagranicznym biznesmenom? Czy to dobrze, że polska opinia publiczna
jest kształtowana przez obcy kapitał? I czy to sprawiedliwe, że na mediach
funkcjonujących w Polsce nie zarabiają Polacy, tylko arcybogate koncerny
zachodnie? Na szczęście, jest sposób na to, żeby media polskojęzyczne stały się
mediami polskimi. Nasze państwo powinno wykupić (wraz z infrastrukturą) część
polskojęzycznych periodyków i sprzedać je obywatelom polskim. Nowi, polscy
właściciele powinni mieć prawo do dowolnego rozporządzania swoimi mediami.
Jedyne ograniczenie: zakaz sprzedaży tych mediów podmiotom cudzoziemskim.

Ciekawym rozwiązaniem byłoby też powołanie do życia publicznej instytucji
wydawniczej, czyli prasowej odpowiedniczki TVP i
Polskiego Radia. Instytucja ta dostarczałaby na rynek pewną liczbę tanich,
wysokonakładowych tytułów prasowych, reprezentujących polską rację stanu oraz
realizujących takie cele jak publiczne radio i telewizja. Nikt nie twierdzi, że
powinno to być coś w rodzaju peerelowskiej Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej
“Prasa-Książka-Ruch”, opisanej przez Zbigniewa Bajkę w artykule “Rynek mediów w
Polsce”. Nowe wydawnictwo absolutnie nie dążyłoby do monopolu (chociaż przy
pluralizmie wewnętrznym i tak nie miałoby to znaczenia). Jego istnienie byłoby
jednak uzasadnione, ponieważ brakuje w Polsce periodyków wolnych od wpływów
obcego kapitału.

Podsumowanie

Na polskim rynku medialnym powinien panować pluralizm wewnętrzny, bo ten
obecny (czyli zewnętrzny) się nie sprawdza. Sposobem na osiągnięcie pluralizmu
wewnętrznego mogłaby być specjalna ustawa, obejmująca największe i najbardziej
wpływowe media. Dokument ten nakazywałby szefom mass mediów, aby zatrudniali
dziennikarzy posiadających różne przekonania: co najmniej 25 proc. zespołu
redakcyjnego powinny stanowić osoby o światopoglądzie niezgodnym z ogólną linią
programową. Ustawa nie miałaby żadnego wpływu na media małe (specjalistyczne,
hobbystyczne, naukowe) oraz dziecięco-młodzieżowe. Panująca na współczesnym
rynku medialnym dominacja koncernów zachodnich wydaje się niekorzystna,
niesprawiedliwa i niebezpieczna. Potrzebna jest tutaj interwencja państwa, które
powinno wykupić część zagranicznych (polskojęzycznych) mediów i sprzedać je
Polakom. Przydałaby się także publiczna prasa (odpowiedniczka TVP i Polskiego Radia), reprezentująca polską rację stanu oraz
realizująca określone cele.

Natalia Julia Nowak,
11-12 kwietnia 2012 r.

15:10, nacjonalistka.njn
Link
środa, 04 kwietnia 2012
Nar-SocDem wobec aborcji, eutanazji i homoseksualizmu

Narodowy utylitaryzm

Używane przez nacjonalistów zwroty – “idea narodowa” i “ruch narodowy” –
kryją w sobie pojęcie Narodu, a więc pewnej wspólnoty, zbiorowości,
społeczności. Sugerują one, że obiektem zainteresowania narodowców jest Naród, i
to rozumiany w sposób holistyczny. Z powyższego faktu można wywnioskować, że
nacjonalista jest od tego, aby troszczyć się o pomyślność całej swojej nacji
(skądinąd wielkiej, złożonej i wewnętrznie zróżnicowanej). Aby realizacja idei
narodowej stała się możliwa, potrzebna jest postawa utylitarna, polegająca na
dążeniu do zapewnienia szczęścia jak największej liczbie Polaków.

W niniejszym tekście będzie mowa o tym, jak narodowiec powinien podchodzić do
kilku skomplikowanych problemów etycznych: przerywania ciąży, miłości
homoseksualnej i zabójstw z litości (a także do kontrowersyjnej, awangardowej
kultury). Wszystkie te zagadnienia będą analizowane z punktu widzenia Wspólnoty
Narodowej, czyli społeczności stawianej przez nacjonalistów w centrum uwagi.
Większość stronnictw politycznych, wchodzących w skład szeroko pojętego Ruchu
Narodowego, opowiada się przeciwko aborcji, eutanazji i legalizacji związków
jednopłciowych. Według Narodowej SocjalDemokracji, wspomniane zjawiska są
korzystne dla ogółu Polaków i powinny być aprobowane.

Jeśli Naród jest najważniejszy, to należy uznać jego wyższość nad losem
pojedynczego zarodka, moralnością katolicką, uprzedzeniami skrajnych
prawicowców, klasycznym rozumieniem związku partnerskiego, staroświecką etyką
lekarską i przyzwyczajeniami konserwatystów. Na pierwszym miejscu musi być
Zbiorowość Polska, a nie tzw. tradycja. Ten, kto przedkłada tradycję (lub
religię) ponad dobro Narodu, powinien się zastanowić, czy nacjonalizm jest dla
niego odpowiednią propozycją.

Interes płodu czy Narodu?

Aborcja, chociaż przynosząca unicestwienie pojedynczemu płodowi, jest
uzasadniona z utylitarnego punktu widzenia, a zatem zgodna z interesem Narodu
Polskiego. Embrion ludzki niewątpliwie jest naszym bliźnim – nowym osobnikiem z
gatunku Homo sapiens, odmiennym od swoich rodziców i posiadającym unikatowe
DNA. Dyskusja na temat usuwania ciąży nie powinna
koncentrować się na tym, czy zarodek ludzki jest człowiekiem, bo z biologicznego
punktu widzenia jest to oczywiste (wyniki badań genetycznych nie pozostawiają
złudzeń. Homo sapiens to Homo sapiens – już od pierwszych chwil swojej
egzystencji).

Przedmiotem aborcyjnego dyskursu powinna być następująca kwestia: “Czy tego
miniaturowego, nie do końca ukształtowanego, nieświadomego, pozbawionego marzeń
człowieczka można zlikwidować w imię wyższych wartości?”. Nacjonalista winien
odpowiedzieć na to pytanie: “Tak, jeśli wymaga tego interes Narodu i Ojczyzny.
Jak wiadomo, Naród i Ojczyzna są wartościami najistotniejszymi, dla których
tysiące ludzi cierpiały, umierały lub ponosiły inne ofiary”. Przerwanie ciąży
może być uzasadnione i usprawiedliwione w co najmniej pięciu przypadkach.
Poniżej znajduje się ich lista wraz z uzasadnieniami.

1. Niektóre kobiety doskonale wiedzą, że nie nadają się na matki. Nie chcą
być rodzicielkami, uciekają od macierzyństwa, wpadają w panikę, kiedy pojawia
się u nich podejrzenie ciąży. Gdy zostają zapłodnione, zastanawiają się nad
możliwością dokonania aborcji. Panie, które podświadomie (a czasem nawet
świadomie) zdają sobie sprawę ze swojej niezdolności do rodzicielstwa, powinny
mieć prawo do usunięcia ciąży. Dlaczego? Bo doświadczenie życiowe pokazuje, że
takie kobiety zazwyczaj są złymi matkami, przyczyniającymi się do cierpienia
własnych dzieci. A ich potomkowie – niekochani i nieszanowani – stają się
skłonni do krzywdzenia innych ludzi. Nieusunięcie jednego płodu ciągnie za sobą
katastrofę w postaci wielu pokrzywdzonych Polaków. Taka sytuacja jest nie do
pogodzenia z narodowym utylitaryzmem.

2. Dziecko, które poczęło się w wyniku gwałtu, może odziedziczyć po ojcu
najbardziej negatywne i szkodliwe społecznie cechy. Geny kryminalisty mogą
sprawić, że nowa istota ludzka sama zostanie kryminalistą – skrzywdzi swoich
rodaków, a przy okazji siebie. Nie powinniśmy narażać Narodu Polskiego na takie
niebezpieczeństwo.

3. Jeśli embrion jest ciężko uszkodzony, to wiadomo, że przez resztę swojego
życia będzie okrutnie cierpieć. Bardzo nieszczęśliwi będą również jego rodzice,
skazani na nieustanny niepokój, smutek i stres. Opieka nad kimś, kto jest
nieuleczalnie chory od urodzenia, zabiera rodzicom, krewnym, lekarzom,
sanitariuszom oraz terapeutom dużo czasu, energii i pieniędzy. Przez jeden
niewyabortowany zarodek liczni Polacy mają poważny problem. To sprzeczne z
zasadą utylitaryzmu (porównaj: dwa poprzednie argumenty).

4. Ludzie, którzy gardzą Polską i jej suwerennością, wychowują swoich
potomków na polonofobów, kosmopolitów, globalistów, eurofederalistów itp.
Dziecko rodzi się wprawdzie pozbawione poglądów politycznych, ale w procesie
socjalizacji mimowolnie przejmuje mentalność swoich wychowawców (jeśli nie
całkowicie, to częściowo). Może się zdarzyć, że wypełniona antypolonizmem
kobieta będzie chciała poddać się aborcji. Nie powinniśmy jej tego zabraniać.
Nienawidząca Polski niewiasta i tak uczyniłaby ze swojego potomka przeciwnika
polskości.

5. W życiu Narodu nie zawsze jest różowo. Czasem wybucha wojna albo dochodzi
do innej kryzysowej sytuacji, stanowiącej zagrożenie dla naszej wolności i/lub
tożsamości narodowej. Wszyscy Polacy, niezależnie od płci, mają wówczas
obowiązek działać (romantycznie lub pozytywistycznie) na rzecz swojej Ojczyzny i
swojego Narodu. W takich okolicznościach kobieta musi być aktywna oraz w pełni
sprawna fizycznie. Jej zadaniem jest praca dla dobra Polski i Polaków, a nie
siedzenie w bezpiecznym kąciku i uważanie na każdy ruch. Jeżeli ciąża
przeszkadza Polce w wypełnianiu narodowo-patriotycznych obowiązków, to powinna
zostać usunięta. Aborcja może być koniecznością w sytuacji, gdy kobieta jest
żołnierzem walczącym na froncie.

My – barwna mozaika ludzka

Naród Polski jest ogromną zbiorowością – dokument “Wyniki Narodowego Spisu
Powszechnego Ludności i Mieszkań 2011“ podaje, że w Polsce mieszka około 38,5
miliona osób. Ta kolosalna liczba pokazuje, że my, Polacy, nie możemy (a raczej:
nie mamy szans) być tacy sami. Byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy różni. Trzeba
się z tym pogodzić i raz na zawsze zapamiętać, że nikomu nie uda się
skoncentrować Narodu Polskiego wokół jednego światopoglądu, wyznania, stylu
życia i modelu postępowania.

Zamiast narzucać rodakom “jedyną słuszną ideologię”, powinniśmy uszanować ich
różnorodność oraz umożliwić im samorealizację według indywidualnych
predyspozycji i preferencji. Dobro Organizmu Narodowego wymaga, aby wszystkie
jego części były swobodne i zdolne do prawidłowego rozwoju. Tłamszenie
którejkolwiek z grup, wchodzących w skład Narodu Polskiego, jest równie
niekorzystne jak krępowanie stóp małych Chinek. Częścią naszej Wspólnoty
Narodowej są osoby homoseksualne, które osiągną spokój i szczęście dopiero
wtedy, gdy otrzymają prawo do zarejestrowania swoich związków.

Tęczowi Polacy i ich prawa

Nikt nikogo nie zmusza do bycia gejem/lesbijką. Nikt nikogo nie zmusza do
miłowania homoseksualistów. Nikt nikogo nie zmusza do uczestniczenia w Paradach
Równości. Nikt nikogo nie zmusza do popierania partykularystycznej ideologii
queerowej. Trzeba jednak liczyć się z tym, że w naszym Narodzie byli, są i
zawsze będą osoby o odmiennej orientacji seksualnej. Ludzie, o których mowa, są
Polakami, a skoro narodowiec troszczy się o wszystkich Polaków, to życzy dobrze
także polskim homoseksualistom. Naszą Wspólnotę Narodową można porównać do
mozaiki składającej się z wielu barwnych elementów – te wszystkie części,
odpowiednio obrobione i połączone, tworzą prawdziwe dzieło sztuki. Jednym z
elementów owej mozaiki są homoseksualiści, zatem dbajmy o nich tak samo jak o
pozostałe komponenty naszego Narodu!

Można dyskutować o tym, skąd się bierze seksualny pociąg do osób tej samej
płci. Można się spierać, czy gejostwo/lesbijstwo jest chorobą, czy mieszczącą
się w normie innością. Lecz jeśli chodzi o samą legalizację związków
homoseksualnych, to istnieją tylko trzy argumenty przeciwko niej: “To grzech”,
“To niemoralne” i “To obrzydliwe”. Pierwszy z nich jest słaby, ponieważ nie da
się udowodnić prawdziwości dogmatów religijnych (coś, co przyjmuje się “na
wiarę”, nie jest oczywistym i niepodważalnym faktem).

Drugi z nich również jest słaby, bo istnieje wiele wzajemnie się
wykluczających kodeksów moralnych (to, co według jednego
filozofa/teologa/etyka/duchownego jest słuszne, według innego może być
niesłuszne). Trzeci z nich to subiektywne odczucie – zwykła emocja,
nieposiadająca charakteru racjonalnego i intelektualnego. Po obaleniu tych
trzech pseudoargumentów okazuje się, że nie ma powodu, aby sprzeciwiać się
legalizacji związków jednopłciowych. Bunt przeciwko tej społecznej innowacji
jest całkowicie nieuzasadniony.

Jeśli ktoś uważa, że homoseksualizm jest zdrową innością, to powinien być
zwolennikiem prawnego uregulowania tej kwestii. Ten, kto uznaje
gejostwo/lesbijstwo za chorobę, powinien zaś odpowiedzieć sobie na pytanie: “Czy
ludzie chorzy nie mają żadnych praw? Ależ mają! Świadczą o tym specjalne toalety
dla inwalidów, książki pisane brajlem oraz tłumacze migowi w telewizji”. Nie
trzeba kochać mniejszości seksualnych, wszak serce to nie sługa. Ale rozsądek
podpowiada, że jest więcej argumentów za akceptacją związków jednopłciowych niż
przeciwko niej.

Nemini vox deneganda

Oczywiście, legalizacja związków gejowskich i lesbijskich nie może ciągnąć za
sobą prześladowań tzw. homofobów. Każdy Polak (czy to lewicowy, czy to
prawicowy) winien posiadać możliwość swobodnego wyrażania swoich poglądów.
Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek powinni mieć prawo do zarejestrowania swojego
związku, a Tomasz Terlikowski – do skrytykowania zarówno tego faktu, jak i
samego zjawiska homoseksualizmu. Organizacjom queerowym nie powinno się
zakazywać prowadzenia kampanii informacyjnych, a działaczom Narodowego
Odrodzenia Polski – posługiwania się znakiem “Zakaz pedałowania”. Oto słowa
przypisywane Wolterowi: “Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś
miał prawo to powiedzieć”.

Obie strony konfliktu muszą być wolne i równouprawnione. Żadna z nich nie
może terroryzować drugiej. Trzeba się wystrzegać wszelkiego zamordyzmu – nie
tylko tego homofobicznego (rodem z Iranu), ale również tego homofilskiego (rodem
ze Szwecji). Jeśli chodzi o narodowca, to nie powinien on być człowiekiem
stronniczym, tylko przyjacielem wszystkich (lewicowych, prawicowych, centrowych
i apolitycznych) Polaków. Aktywizm nacjonalistyczny powinien być czymś w rodzaju
nieformalnej, oddolnej, obywatelskiej, pozarządowej, dobrowolnej i spontanicznej
Służby Cywilnej. Takim “narodowym wolontariatem” – bezinteresowną i
nieupolitycznioną działalnością na rzecz wszystkich Polaków. Słowo “narodowiec”
powinno się kojarzyć z osobą robiącą coś dobrego dla swojego Narodu.

Kultura i eutanazja

Polska kultura to nie tylko wiersze Jana Kochanowskiego, dramaty Aleksandra
Fredry, obrazy Jacka Malczewskiego i felietony Bolesława Prusa, ale również
dobra nowoczesne i nietradycyjne. Kontrowersyjne odmiany rocka i metalu, dzieła
z elementami okultystycznymi i antyreligijnymi, dziwaczne rzeźby i instalacje,
twórczość gejowska i lesbijska – to też wytwory naszej kultury narodowej.
Nacjonalista powinien być świadomy, że polska kreatywność przejawia się na wiele
sposobów i że nie należy jej ograniczać. Artyści, którzy dzisiaj są uważani za
geniuszy, nie zawsze byli doceniani i tolerowani w czasach swojej działalności.
Klasycyści zwalczali poezję romantyczną, romantycy wojowali z pozytywistami,
pozytywiści starali się powstrzymać młodopolan i tak dalej.

Obowiązkiem narodowca jest dbanie o to, żeby polska kultura – jakże bogata i
zróżnicowana – rozwijała się prawidłowo i równomiernie. Jednocześnie musi on
chronić dzieła stare: przed zbezczeszczeniem, przed zapomnieniem, przed
przeinaczeniem, przed ocenzurowaniem, przed zniszczeniem. W różnorodności
kulturalnej chodzi o to, żeby Polak miał w czym wybierać i żeby nie musiał
sięgać wyłącznie po dobra cudzoziemskie. Co do eutanazji i wspomaganego
samobójstwa, powinny one być legalne. Ktoś, kto bardzo cierpi, nie ma przed sobą
przyszłości i chce zakończyć swoją egzystencję, powinien mieć prawo do
realizacji swojego pragnienia. Legalizacja eutanazji i wspomaganego samobójstwa
sprawiłaby, że w Narodzie Polskim byłoby mniej bólu, rozpaczy, upokorzenia i
frustracji.

Chory, cierpiący i marzący o własnej śmierci Polak na pewno ucieszyłby się,
gdyby dano mu możliwość wcześniejszego odejścia z tego świata. Byłby szczęśliwy,
że jego jedyne życzenie może stać się rzeczywistością. Naturalnie, eutanazję
powinno się przeprowadzać na wyraźne żądanie zainteresowanego – nie wolno
człowieka tak po prostu zabić. Z drugiej strony, jeśli mamy chorego, u którego
nastąpiła śmierć mózgu, to nie ma sensu podtrzymywać przy życiu reszty jego
ciała. Taki człowiek jest już bowiem martwy.

Polskość to NIE katolickość!

Ktoś może powiedzieć, że Polacy to Naród katolicki, a propozycje Narodowej
SocjalDemokracji są całkowicie sprzeczne ze społeczną nauką Kościoła. Tak się
jednak składa, że katolickość Narodu Polskiego jest zwykłym mitem. Ani
katolicyzm (odmiana chrześcijaństwa, czyli religii założonej na Bliskim
Wschodzie) nie jest tworem polskim, ani Kościół (instytucja ponadnarodowa z
siedzibą w Watykanie) nie jest organizacją polską. My, Polacy, jesteśmy
Słowianami i posiadamy własną religię, jaką jest rodzimowierstwo. Owo
rodzimowierstwo łączy nas z innymi Narodami Słowiańskimi, między innymi z
Rosjanami i Białorusinami. Wyjaśnia to, dlaczego ważny jest solidaryzm
słowiański, czyli dążenie do zbudowania pozytywnych relacji między wszystkimi
Słowianami. Nikt nie ma obowiązku wierzyć w istnienie pogańskich bogów. Wypada
jednak pamiętać o rodzimej tradycji i – od czasu do czasu – sentymentalnie do
niej nawiązywać.

Całą treść tego wywodu można podsumować hasłem przedwojennej Zadrugi:
“Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!”. Narodowa SocjalDemokracja
opowiada się bowiem za pozytywnym nacjonalizmem, patriotyzmem, eurosceptycyzmem,
antyglobalizmem, liberalizmem obyczajowym, laicyzmem, antyklerykalizmem,
tolerancją, nowoczesnością, państwem opiekuńczym, bezpieczeństwem socjalnym i
solidaryzmem słowiańskim.

Naród (skądinąd wielki i zróżnicowany) jest świętością. Jego dobro powinno
stać ponad wszystkimi innymi wartościami (także ponad tradycyjną moralnością i
przyzwyczajeniami konserwatystów). Skrajna prawica – czyli narodowi radykałowie
– nie ma monopolu na polskość, patriotyzm i nacjonalizm.

Natalia Julia Nowak,
2-4 kwietnia 2012 r.



15:09, nacjonalistka.njn
Link
środa, 28 marca 2012
Za cały Naród! Idea Narodowej SocjalDemokracji

Narodowo-radykalny relatywizm moralny



Narodowi radykałowie, czyli przedstawiciele skrajnej prawicy, mają to do
siebie, że starają się pozować na ludzi wiernych sztywnym zasadom moralnym.
Działacze NR często powtarzają, że posiadają system wartości oparty na wierze
chrześcijańskiej i szeroko pojętej cywilizacji łacińskiej. Niestety, solenne
deklaracje to jedno, a praktyka życiowa to drugie. Jako osoba, która spędziła
trzy i pół roku w ruchu narodowo-radykalnym, mogę powiedzieć, że w tym
środowisku dosyć powszechny jest relatywizm moralny.

Nie mówię, że wszyscy aktywiści NR są elastyczni w kwestiach związanych z
dobrem i złem (bo istnieją również tacy, którzy faktycznie trzymają się pewnego
kodeksu). Ale jest spora garstka enerowców posiadających mentalność typu “Nie
popieram tego, ale…”. Dowodem na istnienie narodowo-radykalnego relatywizmu
moralnego mogą być stare plakaty Narodowego Odrodzenia Polski. “Eligiusz
Niewiadomski. Człowiek zasad”, “Powieś swojego posła!”, “Faszyzm? My jesteśmy
gorsi!”, “Jan Tomasz Gross. Wyrwać chwasta!”, “Bomby na Izrael. Już czas!”,
“Chcesz zabijać? Zabij się sam!” – oto przykładowe grafiki, udowadniające, że z
moralnością NR bywa bardzo różnie.

 

Świętoszkowatość jak u Moliera



Oczywiście, wspomniane materiały propagandowe mają już charakter archiwalny.
Tak się bowiem składa, że stosunkowo niedawno ugrupowania narodowo-radykalne
(tudzież narodowo-demokratyczne) postanowiły zrobić dobrą minę do złej gry i
zadbać o szeroko pojęty PR. Agresywne, brutalne, szczere do bólu grafiki zostały
zastąpione przez nienaturalną słodycz i populistyczne chwyty. Pojawiła się
świętoszkowatość rodem z komedii Moliera. “Prawicowi ekstremiści” przeobrazili
się w “Troskliwe Misie“.

Obóz Narodowo-Radykalny wydał różowiutki plakacik, który zachęcał dziewczęta,
żeby 8 marca (skądinąd w komunistyczno-feministyczne święto) zostały
członkiniami tejże organizacji. Narodowe Odrodzenie Polski popełniło plakat
przedstawiający miłą, uśmiechniętą, ubraną na biało parę: przystojnego bruneta i
ciężarną blondynkę. Organizatorzy Marszu Niepodległości reklamowali swoją
manifestację za pomocą zdjęcia kilkorga grzecznych, sympatycznych, uroczych
młodych ludzi.

Brygada kujawsko-pomorska ONR starała się podbić
serca swoich krajan, walcząc o prawa zwierząt (grafika ze smutnym, czarno-białym
szczeniaczkiem). ONR Podhale opublikowało plakacik
przedstawiający mężczyzn w garniturach i kobiety w garsonkach (na środku obrazka
znajdował się niewinny napis “Dołącz do nas”). Po cynizmie i zaczepności nie ma
już ani śladu. Ostre slogany ustąpiły wezwaniom do miłości i empatii, a
prowokacyjne obrazki – fotografiom niewzbudzającym żadnych zastrzeżeń.

 

Pokemonizacja ruchu NR/ND



Ludzie, którzy nie wiedzą, co NOP i ONR prezentowały jeszcze kilka lat temu, mogą dać się omamić
tym śmiesznym, pijarowskim sztuczkom. Ja jednak pamiętam czasy, gdy narodowi
radykałowie nie przebierali w słowach i nie podlizywali się tzw. masom. Zaiste,
kiedy patrzę na tę dzisiejszą szopkę, przypomina mi się jedna z piosenek
amerykańskiego zespołu Evanescence: “Perfekcyjni z natury, ikony schlebiania
sobie. Po prostu to, czego wszyscy potrzebujemy. Więcej kłamstw o świecie,
którego nigdy nie było i nigdy nie będzie. (…) Spójrz tutaj, ona teraz idzie.
Ukłoń się i wytrzeszczaj oczy. Och, jakże ciebie kochamy! Żadnych wad, kiedy
stwarzasz pozory!”.

Kiedyś myślałam, że byłoby wspaniale, gdyby propaganda NR/ND była
spokojniejsza i bardziej “ludzka”. Ale teraz, gdy widzę doprowadzoną do absurdu
kampanię pijarowską, uważam, że taka pokemonizacja jest po prostu obrzydliwa.
Kojarzy mi się ona z pewnym zakładem mięsnym, który – po aferze z odświeżaniem
żywności – posługiwał się hasłem “Dzięki Wam jesteśmy lepsi”. Było ono bardziej
żałosne niż zachęcające, albowiem wskazywało na usilną potrzebę odbudowania
własnego wizerunku.

 

Wielki i zróżnicowany Naród



Skąd się wzięła ta nagła zmiana NR? Stąd, że narodowi radykałowie uświadomili
sobie, iż są powszechnie nielubiani. No cóż, sami sobie na to zapracowali.
Jeżeli głosimy skrajne poglądy i jesteśmy negatywnie nastawieni do większości
społeczeństwa, to nie dziwmy się, że większość społeczeństwa jest negatywnie
nastawiona do nas. Działacze NR są małą i nieszanowaną grupką, która twierdzi,
że reprezentuje cały Naród Polski (NP) i walczy na jego rzecz.

Trzeba jednak pamiętać, że NP to nie tylko garstka nacjonalistów (w
przybliżeniu 1 proc. społeczeństwa), tylko 40 milionów zróżnicowanych istnień
ludzkich. Polacy są ogromną grupą społeczną, w skład której wchodzą prawicowcy,
lewicowcy, centrowcy, osoby apolityczne, katolicy, agnostycy, ateiści,
innowiercy, bogacze, żebracy, heteroseksualiści, homoseksualiści, biseksualiści,
transseksualiści, aseksualiści, eurosceptycy, euroentuzjaści, romantycy,
racjonaliści, idealiści, materialiści i wielu, wielu innych. Narodowi
radykałowie nie są ani całym Narodem Polskim, ani jego miarodajną
reprezentacją.

 

Jedyni prawdziwi Polacy?



Aktywiści NR nierzadko przyjmują postawę “my kontra reszta Polaków”. A
przecież narodowiec, jak sama nazwa wskazuje, powinien troszczyć się o cały
Naród, dbać o interesy wszystkich grup społecznych, kochać polskość we wszelkich
jej przejawach i – co najważniejsze – liczyć się ze zdaniem swoich rodaków.
Jeśli nie dbamy o całą nację, tylko o jej niewielki odsetek, to jesteśmy
partykularystami. Narodowi radykałowie często mówią, że są gotowi oddać życie za
swój Naród. Ale czy zdają sobie sprawę z faktu, że byłoby to poświęcenie nie
tylko dla skrajnych prawicowców, ale także dla lewicowców, centrowców,
liberałów, komunistów, kosmopolitów i mniejszości seksualnych?

Któryś z aktywistów NR może powiedzieć, że wymienione przeze mnie osoby to
nie Polacy. Spytam więc: “Jak to? Mam rozumieć, że Polakami są tylko nieliczni
enerowcy? Jeżeli polskość jest tożsama z narodowym radykalizmem, to Polaków jest
na świecie bardzo niewielu!”. Marginalne stronnictwo ideologiczne, głoszące, że
posiada w swoich szeregach “jedynych prawdziwych Polaków”, to groteska. Równie
dobrze jakieś małe wyznanie protestanckie mogłoby twierdzić, że jest “jedynym
prawdziwym chrześcijaństwem”. Kiedy takich “jedynych prawdziwych grup” pojawia
się wiele, mamy do czynienia z czymś absurdalnym i godnym politowania.

 

Skrajna prawica to nie wszystko!



Narodowcy nie mogą walczyć z Narodem. Muszą walczyć ZA Naród. Nawet w
sytuacji, gdy większość owego Narodu nie podziela poglądów ekstremalnie
prawicowych. Nacjonalista nie powinien odczuwać niechęci do znacznej (a raczej:
przeważającej) części swojej nacji. Nie wolno mu prowadzić krucjaty przeciwko
własnym rodakom. Przeciwnie: polski narodowiec ma obowiązek stać po stronie
Polaków, dzielnie ich bronić oraz głęboko miłować. Nie ma miłości bez szacunku,
akceptacji, wyrozumiałości i brania pod uwagę opinii obiektu uczuć.

Nacjonalista winien kochać swoich rodaków takimi, jakimi są – także wtedy,
gdy owi rodacy posiadają poglądy niezgodne z założeniami NR/ND. Zadaniem
narodowca jest maszerowanie razem z innymi Polakami, a nie stawanie im
naprzeciw. Obowiązujący obecnie model “nacjonaliści nie lubią większości
społeczeństwa, a większość społeczeństwa nie lubi nacjonalistów” musi zostać
całkowicie zmieniony. Powinno bowiem być “nacjonaliści miłują większość
społeczeństwa, a większość społeczeństwa miłuje nacjonalistów”.

Socjaliści i socjaldemokraci to też Polacy. Internacjonaliści i antypatrioci
to też Polacy. Geje i lesbijki to też Polacy. Narkomani i alkoholicy to też
Polacy. Liberałowie i libertarianie to też Polacy. Polscy muzułmanie, buddyści,
judaiści, hindusi i wiccanie to też Polacy. Zaprawdę, skrajna prawica to nie
wszystko! Narodowa SocjalDemokracja jest zupełnie nową propozycją dla ludzi o
poglądach patriotycznych, eurosceptycznych, antyglobalistycznych i umiarkowanie
nacjonalistycznych. Jest to opcja, która pragnie działać dla całego – jakże
zróżnicowanego – Narodu Polskiego.

 

Iść za głosem Wieszcza



Coś takiego jak Nar-SocDem jest bardzo potrzebne, zwłaszcza teraz, kiedy
Polska straciła niepodległość (suwerenność, polityczną niezależność). Nasza
Ojczyzna została niemal całkowicie podporządkowana Brukseli – odebrano Jej
święte prawo do samostanowienia. Nadwiślańska Kraina stała się częścią składową
europejskiej federacji, co potwierdza szef MSZ oraz
wnikliwa analiza Traktatu Lizbońskiego. Niemiec Gerhard Schroeder powiedział
kiedyś, że wdrożenie paktu fiskalnego pociągnie za sobą narodziny Stanów
Zjednoczonych Europy. Niestety, ten koszmar już się dokonał. Polska została
zdeptana przez złych ludzi.

Nie jest to jednak pierwsza w naszej historii utrata państwowości. W podobnej
sytuacji znajdowaliśmy się od roku 1795 do 1918. Wówczas, w okresie zaborów,
powstała sztuka teatralna “Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Autor zastanawiał
się w niej, dlaczego Polacy nie mogą wybić się na niepodległość. Doszedł do
wniosku, że przyczyną takiego stanu rzeczy są ogromne podziały (klasowe,
warstwowe, światopoglądowe) i konflikty w Narodzie Polskim.

Społeczeństwo jest rozbite na mnóstwo drobnych kawałków – tak małych i
słabych, że aż niezdolnych do działania na rzecz Ojczyzny. “Wesele” to utwór
sugerujący, że Polacy będą w stanie coś osiągnąć dopiero po wyrzeczeniu się
wzajemnych żalów i uprzedzeń. Dziś jest dokładnie tak jak wtedy, zatem
wsłuchajmy się w głos Wieszcza i weźmy sobie do serca jego słowa! My, Polacy,
musimy być jednością! Masowy protest przeciwko umowie ACTA, który miał miejsce na początku 2012 roku, udowodnił, że
nasz Naród potrafi się zjednoczyć.

 

Rewolucja 2012



Sprzeciw wobec tego dokumentu wyrażały wszystkie grupy społeczne: narodowi
radykałowie, narodowi demokraci, słuchacze Radia Maryja, czytelnicy Frondy,
poplecznicy Janusza Korwin-Mikkego, entuzjaści SLD,
miłośnicy Ruchu Palikota, wyborcy Platformy Obywatelskiej, anarchiści,
liberałowie, chadecy, komuniści, kapitaliści, feminiści, deiści, teiści,
ateiści, dzieci, młodzież, dorośli, seniorzy, mężczyźni, kobiety,
heteroseksualiści, LGBT, artyści, studenci, inteligenci,
robotnicy, bezrobotni… Wszyscy, jak jeden mąż, buntowali się przeciwko
planowanemu zamachowi na swobody obywatelskie.

Prawdziwym Polakiem był wówczas ten, kto miał negatywne zdanie na temat ACTA. Zdrajcą – zwolennik tej umowy międzynarodowej. Nie było
istotne, do jakiej grupy/kategorii społecznej należy osoba X. Liczyło się tylko
to, że jest ona wrogiem ACTA oraz jednym z uczestników
masowej, wirtualno-realnej rewolucji. Nie przypominam sobie, żeby Naród Polski
był kiedykolwiek wcześniej tak zjednoczony. My, Polacy, nie potrafiliśmy się w
pełni zintegrować ani po śmierci Jana Pawła II, ani po katastrofie smoleńskiej.
Zrobiliśmy to jednak w obliczu ACTA, czyli poważnego
zagrożenia wiszącego nad nami wszystkimi.

Dokonaliśmy czegoś, co przedtem wydawało się po prostu niemożliwe. Nasz
wspólny protest przeciwko ACTA był… Nar-SocDem! Cały
Naród (z wyjątkiem kilku odszczepieńców, na których później dokonano
internetowego linczu) walczył wtedy w imię trzech wartości. Po pierwsze: za
wolność słowa, pluralizm, prywatność, sprawiedliwość i bezpieczeństwo. Po
drugie: za niezależność od USA. Po trzecie: za prawo
każdego człowieka (także tego ubogiego) do korzystania z dóbr kulturalnych i
kupowania tzw. tanich zamienników. Narodowa SocjalDemokracja leży w naszej
ludzkiej – nie tylko polskiej – naturze. I dlatego uważam, że jest ona
najlepszym, co mogło nam się przydarzyć.

Nar-SocDem! Za cały Naród! Nacjonalizm ma być ruchem narodowym, a nie zabawą
garstki kolesiów w czarnych glanach z białymi sznurówkami! Sława Wielkiej
Polsce!

 

Natalia Julia Nowak,
27-28 marca 2012 r.



PS. Dlaczego rozpoczęłam swoje refleksje od opisu postępowania NR? Otóż
dlatego, że Narodowa SocjalDemokracja jest wyrodną córką narodowego radykalizmu.

 

10:58, nacjonalistka.njn
Link
środa, 21 marca 2012
Nadaję Ci imię Narodowa SocjalDemokracja

Śmierć w męczarniach

Mój światopogląd – ten niegdysiejszy, skrajnie prawicowy – umierał w
męczarniach przez jakieś pół roku. Wyrazem tego długiego, a jednocześnie
bolesnego procesu były artykuły, które pisałam od lata 2011 roku aż do
przedwiośnia 2012. Teksty te, zupełnie jak kartki z pamiętnika, były zapisami
kolejnych etapów rozpadania się mojej narodowo-radykalnej ideologii. W
stosunkowo nowym felietonie, zatytułowanym “Kamienny kikut i gruz dookoła”,
zasugerowałam, że straciłam około 80-90 procent swoich dawnych przekonań.
Porównałam swój światopogląd do wieży, która jest zburzona niemal w całości i
której nie da się już odbudować. Poinformowałam Odbiorców, że nie wiem, kim
obecnie jestem i czy kiedykolwiek zdołam sobie wypracować nową wizję
rzeczywistości. Na szczęście, jest to już przeszłość!

Co wiosna przyniosła?

20 marca 2012 roku przyszła do mnie (i do Czytelników) astronomiczna wiosna,
a wraz z nią – prawdziwe Novum, które zakwitło w moim umyśle niczym uroczy
krokus. Ponieważ moje poglądy zmieniły się nie do poznania, zrobiłam sobie
ideologiczny rachunek sumienia. Przygotowałam spis rozmaitych zjawisk
politycznych, gospodarczych, społecznych i obyczajowych, a obok nich
zaznaczyłam, czy je aprobuję, czy nie. Łatwo odgadnąć, że celem tego zabiegu
było opracowanie mojego aktualnego profilu światopoglądowego oraz określenie,
jaka ideologia wyłania się z tej nietypowej listy. Za pomysł sporządzenia
takiego rejestru dziękuję mojemu internetowemu znajomemu P. (chociaż muszę
przyznać, że ja już wcześniej myślałam o stworzeniu podobnego katalogu).

Nar-SocDem (NsD)

Kiedy runął mój narodowy radykalizm, zdecydowałam, że bez niczyjej pomocy i
bez oglądania się na nic wykreuję sobie własną ideologię. Realizacja tego
postanowienia nie była prosta, gdyż musiałam usunąć ze swojego umysłu martwe
poglądy i zrobić miejsce dla nowych (świeżych, acz obcych) idei. Mało tego:
musiałam podważyć własną tożsamość, zrezygnować z określeń, do których się
przyzwyczaiłam oraz doświadczyć szoku związanego z przyjęciem nowej roli
społecznej. Dotychczas postrzegałam siebie jako narodowego radykała i byłam
bardzo przywiązana do tej wyrazistej etykietki. Teraz nadszedł czas, aby zmienić
opakowanie na zupełnie inne. Zresztą, nie tylko opakowanie, ale również nazwę,
logo i branżę. Analizując swoje obecne przekonania i porównując je z programami
różnych ugrupowań politycznych, doszłam do wniosku, że moje poglądy układają się
w całość godną nazwy NARODOWA SOCJALDEMOKRACJA.

Aktualny profil światopoglądowy

Ci, którzy znienawidzili mnie na sam dźwięk tego epitetu, mogą zaniechać
lektury dalszej części artykułu. Chciałabym bowiem zaprezentować Czytelnikom
wykaz moich aktualnych (już nie NR-owskich!) poglądów. Udowodni on wszystkim
Niedowiarkom, że mój poprzedni światopogląd faktycznie rozpadł się w jakichś
80-90 procentach. Jestem świadoma, że niektórym Odbiorcom moja ideologiczna
transformacja przypadnie do gustu, a innym nie. Pragnę jednak, aby wszyscy
uzmysłowili sobie moją reorientację oraz zobaczyli jej liczne konsekwencje. No,
więc czas zaczynać. Jak obecnie wygląda moja wizja rzeczywistości?

Unia Europejska: nie
USA: nie
NATO: nie
ONZ: nie
Patriotyzm: tak
Nacjonalizm: umiarkowanie, tylko w pozytywnych aspektach
Solidaryzm słowiański: tak
Federacja krajów słowiańskich: nie
Rodzimowierstwo: symbolicznie
Rasizm: nie
Kosmopolityzm: nie
Globalizacja: nie
Rząd światowy: nie
Autonomia Śląska: nie
Rosja: tak
Białoruś: tak
Chiny: tak
Wiara w Boga: nie
Wolność religijna: tak, ale poza życiem publicznym
Nowe ruchy religijne i sekty: tak (z wyjątkiem destrukcyjnych i stosujących przemoc)
Konkordat: nie
Obowiązkowy podatek na Kościół: nie
Rozdział Kościoła od państwa: tak
Tradycyjne role płciowe: tak
Parytety płci: nie
Związki homoseksualne: tak, ale bez adopcji dzieci i z zachowaniem tradycyjnego znaczenia wyrazu “małżeństwo”
Nachalne promowanie związków jednopłciowych: nie
Operacje zmiany płci: tylko w skrajnych przypadkach
Swoboda obyczajowa: tak (u innych, sama jestem konserwatywna)
Eutanazja: tak
Wspomagane samobójstwo: tak
Antykoncepcja: tak
Aborcja: tak
In vitro: tak
Pedofilia: nie
Zoofilia: nie
Poligamia: nie
Rozwody: tak
Pornografia: tak, ale mocno ograniczona
Prostytucja: tylko w przypadku skrajnego ubóstwa i braku możliwości zarobienia pieniędzy w inny sposób
Poradnictwo genetyczne: tak
GMO: raczej nie
Klonowanie: tak (z wyjątkiem klonowania ludzi)
Transhumanizm: nie
Hybrydy ludzko-zwierzęce: nie
Przeszczepy: tak
Kara śmierci: tak
Wojna: tylko obronna
Tortury: tylko w wyjątkowych sytuacjach
Większe wydatki na zbrojenia: tak
Religia w szkole: nie
Etyka w szkole: nie
Wychowanie patriotyczne: tak
Edukacja seksualna: umiarkowanie
Reforma liceów: tak
Sześcioletni pierwszoklasiści: nie
Monarchizm: nie
Szlachectwo: nie
Demokracja: tak
Państwo opiekuńcze: tak
Wyższe podatki dla najbogatszych: tak
Zasiłki dla najbiedniejszych: tak
Walka z wykluczeniem cyfrowym: tak
Lustracja byłych agentów UB i SB: raczej tak
Totalna wolność pracodawców: nie
Poprawność polityczna: nie
Swoboda wypowiedzi: tak (z wyjątkiem oszczerstw i nawoływania do przemocy)
Miękkie narkotyki: tylko do celów leczniczych
Twarde narkotyki: tylko do celów leczniczych
Liberalizacja prawa autorskiego: tak
ACTA: nie
Zakaz palenia w miejscach publicznych: tak
Prohibicja alkoholowa: nie
Szeroki dostęp do broni palnej: nie
Reforma emerytalna: nie
Elektrownie atomowe: nie
Materializm filozoficzny: tak
Socjaldarwinizm: tak
Socjobiologia: tak
Prawa człowieka: umiarkowanie
Prawa zwierząt: umiarkowanie
Wegetarianizm: nie
Weganizm: nie
Radykalny ekologizm: nie
Kult Żołnierzy Wyklętych: tak
Kult Józefa Piłsudskiego: nie
Kult przedwojennej endecji: nie
Kult NSZZ “Solidarność”: nie
Kult Lecha Wałęsy: nie
Kult ofiar katastrofy smoleńskiej: nie

Co z tego wynika?

Widać gołym okiem, że największej metamorfozie uległy moje poglądy związane z
kwestiami społeczno-obyczajowymi. Działalność pro-life została zastąpiona przez
pro-choice, a sprzeciw wobec eutanazji przeobraził się w jej aprobatę.
Zaakceptowałam związki homoseksualne, ale nadal nie odważyłabym się wyrazić
zgody na zaadoptowanie dziecka przez parę jednopłciową (jest na to po prostu za
wcześnie. Poczekajmy, aż podopieczni zachodnich gejów/lesbijek staną się ludźmi
dojrzałymi i posiadającymi własne rodziny. Dopiero wtedy będziemy mogli
powiedzieć, czy wychowanie w “nieheteronormatywnym” otoczeniu wyszło im na dobre
i czy adoptowane dziecko homoseksualistów radzi sobie w roli męża, żony,
partnera lub rodzica). Zmieniło się moje podejście do takich spraw jak
narkotyki, pornografia, transpłciowość, edukacja seksualna czy relacje
państwo-kler. Dałam sobie spokój z nawoływaniem bliźnich do abstynencji
alkoholowej. Jeśli chodzi o reformy, to zdecydowałam się poprzeć tę, która
dotyczy liceów, a potępić tę, która nakazuje starszym ludziom pracować do 67
roku życia.

Ojczyzna, Słowiańszczyzna, Socjalliberalizm

“Narodowa SocjalDemokracja” to termin, który łączy w sobie aż trzy elementy.
Pierwszym z nich są tendencje pronarodowe, a więc patriotyzm, eurosceptycyzm,
umiarkowany nacjonalizm oraz pragnienie pełnej niepodległości (suwerenności,
politycznej niezależności) Polski. Drugi element to socjalizm, ale bardzo
łagodny, nowoczesny i elastyczny. Nie chodzi tutaj o agresję, zawiść i nienawiść
(walkę klas, rewolucję proletariacką), tylko o dążenie do ideału państwa
opiekuńczego. Elementem trzecim jest demokratyzm: parlamentaryzm, wolność słowa,
neutralność światopoglądowa, liberalizm obyczajowy, tolerancja (bez
permisywizmu) tudzież otwartość (z zachowaniem umiaru i zdrowego rozsądku).
Nar-SocDem jest ideologią centrolewicową, ale posiadającą cechy radykalnie
prawicowego przywiązania do polskości (i słowiańskości – solidaryzm słowiański,
symboliczne ukłony w stronę rodzimowierstwa).

Lewoskrętna falanga na pomarańczowym tle

Symbolem ruchu narodowego jest kolor czarny, a socjalizmu – czerwony.
Socjaldemokraci bywają określani jako “różowi”, a demoliberałowie i
socjalliberałowie chętnie sięgają po barwę pomarańczową. Jak, wobec tego,
powinna wyglądać flaga lub logo NsD? Epitet “Narodowa SocjalDemokracja” wskazuje
na konieczność wykorzystania dwóch kolorów: czarnego i różowego. Niestety, takie
zestawienie mogłoby się kojarzyć ze skompromitowaną, młodzieżową subkulturą emo
(uszami wyobraźni słyszę słowa ks. Piotra Natanka: “Gimnazjaliści w tym siedzą,
później się wieszają, piszą sobie kondolencje na Internecie…”). Zresztą, czy
ktokolwiek widział barwę różową w emblemacie stronnictwa politycznego?! Po
długim namyśle stwierdziłam, że znak Nar-SocDem mógłby wyglądać następująco:
pomarańczowe tło, a na nim czarna lub biała falanga skierowana w lewo. Do tego
mogłyby dojść jakieś elementy w polskich barwach narodowych, np. biało-czerwony
pasek.

Wielka szóstka

Prawdziwie silnymi poglądami są te, których nikt i nic nie jest w stanie
obalić. Przekonania, które przetrwały (w stanie nienaruszonym) mój poważny
kryzys światopoglądowy, to patriotyzm, eurosceptycyzm, antyfeminizm, solidaryzm
słowiański, ateizm i filozoficzny materializm. Ta “wielka szóstka” to właśnie
cudem uratowane 10-20 procent mojej niegdysiejszej ideologii. Pozostałe idee
zginęły w katastrofie mojego światopoglądu, ale to nic, bo na ich miejsce
przyszły zupełnie nowe koncepcje i postulaty. Dziś jestem kimś w rodzaju
umiarkowanego, lewicowego narodowca – patriotycznego socjaldemokraty. Doszłam do
tego zupełnie sama, nie wzorując się na żadnym człowieku ani ruchu
społecznym.

Z kim ewentualnie “można by”?

Nierozwiązana pozostaje tylko jedna zagadka. W kim mogę szukać oparcia? Kto
może być moim sojusznikiem w rozmaitych kwestiach? Kto pasowałby na mojego
stałego lub chwilowego koalicjanta? Powiedzmy, że w wielu sprawach mogłabym się
dogadać z formacjami takimi jak:

Polska Partia Narodowa – ugrupowanie posługujące się hasłami “Nie lewica, nie
prawica, tylko Polska” i “Patriotyzm, Nacjonalizm, Etatyzm”

Zadruga – mała organizacja o charakterze nacjonalistycznym, panslawistycznym,
neopogańskim, socjalistycznym i antyklerykalnym

Samoobrona RP – partia tercerystyczna, populistyczna, eurosceptyczna i
prowschodnia

Falanga – grupa nacjonalistyczna, antykapitalistyczna, antyamerykańska,
antyzachodnia

W kwestiach gospodarczych, obyczajowych i religijnych mogłabym się
sprzymierzyć z różnymi partiami i organizacjami lewicowymi (np. z Sojuszem
Lewicy Demokratycznej, Młodymi Socjalistami i Racją Polskiej Lewicy). Nadmierne
spoufalanie się z nimi nie ma jednak sensu, bo takie formacje zazwyczaj są
antypatriotyczne, euroentuzjastyczne, kosmopolityczne, feministyczne oraz
skłonne do rozprzestrzeniania szowinistycznej poprawności politycznej.

Nie przewiduję możliwości współpracy z Ruchem Palikota. Nie ufam osobom,
które opowiadają się za federalizacją Euromolocha, wzywają wyborców do
“wyrzeczenia się polskości” oraz twierdzą, że najpierw jest się Europejczykiem,
a dopiero potem Polakiem. Według mnie, pan Janusz Palikot nawołuje do nienawiści
na tle narodowościowym. Szerzy antypolonizm i polonofobię.

Co do patriotyzmu i eurosceptycyzmu, mogłabym czasem “uśmiechnąć” się do
Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Obozu Wielkiej Polski i
Narodowego Odrodzenia Polski (czyli do starych znajomych ze środowiska NR/ND).
Niestety, nie popieram już “narodowych radykalców” w sprawach obyczajowych,
społecznych i religijnych.

Reasumując: jestem Narodową SocjalDemokratką i świetnie się z tym czuję.
Jeśli ktoś chce do mnie dołączyć, to serdecznie zapraszam!

Natalia Julia Nowak
20-21 marca 2012 r.



23:17, nacjonalistka.njn
Link
Wołanie ze Starej Szafy

Michał (25 lat) jest Dzieckiem Indygo. Odkąd pamięta, towarzyszyło mu
przekonanie, że jego fizyczne ciało i otaczająca go rzeczywistość to zaledwie
ułamek prawdziwego świata. Przeczuwał, że jest kimś więcej niż tylko istotą
biologiczną, numerem PESEL, procentem w Roczniku
Statystycznym. Czuł też, że poza tym, co nas otacza, jest jeszcze inna, duchowa
rzeczywistość. Zawsze był zainteresowany poznaniem tego, o czym nie usłyszy się
w szkołach i nie przeczyta w książkach przyrodniczych. Kiedyś chciał odkryć
ciemną stronę Wszechświata, dotknąć tego, co mroczne i niebezpieczne. Dziś, jak
sam twierdzi, pragnie dawać innym maksymalnie dużo dobra. Tłumi w sobie
ciemność, żeby jasność mogła bujniej się rozwinąć. Czasem mówi o sobie, że jest
świrem, ale pozytywnym i nieszkodliwym.

Michał kocha Oświecenie. Podoba mu się zarówno ówczesna otwartość umysłu, jak
i promowane cnoty, wartości, idee. Fascynują go cele, jakie przyświecały
pierwotnemu, osiemnastowiecznemu wolnomularstwu. Z twarzy jest podobny do
Voltaire’a. Michał ma arystokratyczne pochodzenie i “niejedną krew w żyłach“. Ze
względu na swoją oryginalność, bywa nierozumiany i dyskryminowany przez
otoczenie. Niektórzy ludzie odsuwają się od niego, bo go nie rozumieją. Inni
uciekają od niego z przerażeniem, ponieważ myślą, że jest groźnym szaleńcem.
Życie nauczyło Michała, że jeśli chce przetrwać w naszej – brutalnej i
prymitywnej – rzeczywistości, to musi być twardy.

I faktycznie, dwudziestopięciolatek potrafi stawiać na swoim oraz podkreślać
własną odrębność. Ma długie włosy i nosi glany. Chociaż gardzi polityką, posiada
wyrobiony pogląd na świat: stawia na Kongres Nowej Prawicy. Jego główne
zainteresowania to jednak filozofia i parapsychologia. Postanowiłam porozmawiać
z Michałem o jego romantycznej, idealistycznej wizji rzeczywistości. O tym, kim
jest w świetle głoszonej przez siebie filozofii. O reinkarnacji i sferze
pozamaterialnej. O byciu (świadomym własnej tożsamości) duchem, dla którego
ciało stanowi jedynie marne opakowanie.

NATALIA JULIA NOWAK: Jesteś istotą duchową mieszkającą w materialnym ciele. Dlaczego kazano Ci zamieszkać w materii i dokąd pójdziesz, gdy już na zawsze opuścisz swój fizyczny dom?

MICHAŁ: Zabrzmi to głupio, ale dusza sama wybiera sobie czas optymalny do
“bratania się z materią”. To jest tak jak z kupowaniem nowego auta potrzebnego
do jakiegoś zadania. To znaczy: jeśli duch wybiera życie poświęcone tylko i
wyłącznie nauce, to człowiek rodzi się zapewne z predyspozycjami intelektualnymi
(sprawnym mózgiem, bystrością itp.). Jeśli natomiast istota duchowa wybiera
drogę prostego chłopa, no to wiadomym faktem jest to, iż urodzi się w takich
okolicznościach, by tym wymaganiom sprostać.

NJN: Czy zdarza Ci się wymykać ze swojego materialnego, cielesnego
mieszkania? Jeśli tak, to gdzie się włóczysz, kiedy nie ma Cię w domu?

M: Prawdopodobnie zdarza mi się “wymykać” z ciała, ale ręki sobie nie dam
obciąć, czy na sto procent. Możliwe, że każdy wychodzi z ciała w celach
“serwisowych” albo innych. A dokąd zmierzam? Prawdopodobnie spotkać się ze swoim
Aniołem Stróżem, jak to niektórzy zwą opiekuna, a raczej przewodnika
duchowego.

NJN: Gdzie mieszkałeś, zanim zadomowiłeś się w swoim obecnym ciele? Czy
pamiętasz, duchu, swoje poprzednie fizyczne domy?

M: Z tym pamiętaniem to jest na tyle egzotyczna sprawa, iż musiałem zacząć
domyślać się i doznawać oświecenia o swoich poprzednich “wcieleniach” poprzez
śledztwo poszlakowe. Było też parę tajemniczych osób, które nakierowywały mnie
na pewne tropy i szlaki w tej duchowej “podróży”. Z paroma z tych ludzi
utraciłem kontakt w bardzo tajemniczych okolicznościach (wręcz paranormalnych) –
reszta jakby po wykonaniu swojej misji w mym życiu rozjechała się po
świecie.

NJN: Kto powołał Cię do życia? Nie pytam o rodziców, będących kreatorami
Twojej aktualnej, biologicznej formy, tylko o tego, kto stworzył Cię jako istotę
duchową.

M: Stworzyła mnie wszechpotężna kreacja – jestem jej częścią, tak jak każdy z
nas. Może to głupio zabrzmi, lecz śmiem twierdzić, że istnienie obliguje nas do
samodoskonalenia się i szukania prawdy, jakakolwiek by ona nie była.

NJN: Czy widziałeś się z duchami, które nie mają obecnie materialnego
mieszkania – ciała?

M: Tak.

NJN: Co byś powiedział racjonaliście, przekonanemu, że istnieje wyłącznie
świat znany z opracowań naukowych? Jak odpowiedziałbyś komuś, kto oskarżyłby Cię
o wybujałą wyobraźnię i wiarę w rzeczy, których istnienia nie da się
udowodnić?

M: Kopernika i Galileusza też wyzywano od głupców i oszołomów. Cóż, wczoraj
Ziemia płaska, jutro okrągła, pojutrze jaka? Może się okazać, że trójwymiarowy
obraz Ziemi jest niewystarczający do opisywania coraz to nowszych odkryć
naukowych. Ludzie są jeszcze zbyt prymitywni, by osądzać w tak radykalnych
sporach natury bardzo subtelnej.

NJN: Jakie istoty mieszkają we Wszechświecie? Czy są to tylko duchy podobne
do Ciebie, czy również byty zupełnie inne? A co ze stworzeniami materialnymi?
Czy, oprócz ziemskich gatunków, istnieją w Kosmosie jakieś fizyczne istoty?

M: We Wszechświecie jest mnóstwo różnego rodzaju istot, począwszy od
podobnych do mnie, aż po “dziwadełka” (jak ja je nazywam), czyli byty świadome
bądź wpółświadome pochodzenia niebiologicznego, na przykład pozostałości po
supernowych, kwazarach bądź innych ciałach niebieskich – wysyłających, co
ciekawe, inteligentny przekaz radiowo-wibracyjny w określonym kierunku i czasie.
Są też istoty wielowymiarowe o potężnej inteligencji, które ludzie mogą mylić
nawet z Kreatorem wszechrzeczy.

NJN: Czy w Twoim życiu – tutaj, na Ziemi – wydarzyło się coś, co miało wpływ
na Twoje dalsze funkcjonowanie? Przeżyłeś coś wyjątkowego, co uczyniło Cię
bardziej wrażliwym i uduchowionym od większości społeczeństwa?

M: Tak – było to parę bardzo intymnych doznań na granicy życia i śmierci, jak
i rzeczy wymykających się spod racjonalnej doktryny naukowej.

NJN: Kiedy duch wstępuje w biologiczne ciało? W momencie poczęcia? Podczas
narodzin? W jakimś konkretnym momencie życia?

M: Było wielu Doktorów Kościoła, Uczonych, Filozofów, którzy chcieli umieścić
i uzasadnić swoje racje co do chwili, w której to embrion ludzki staje się
“natchniony duchem” bądź “człowieczeństwem”. Ja uważam, iż ten moment nadchodzi,
gdy serce – symbol życia, uczuć i tym podobnych – zaczyna bić swoim własnym,
niezależnym rytmem i tempem.

NJN: Czy istnieje Bóg/Absolut? Jeżeli tak, to co wiesz na jego temat?

M: Gdybym powiedział, że tak i owszem, że na pewno, że po co się pytasz, jak
masz czelność itd. itp., naraziłbym się zapewne na autooszołomstwo. Wiem tyle,
iż ktoś tam musi być i tym całym kosmicznym bajzlem jakoś sterować.

NJN: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dopisek Natalii Julii Nowak: Michał jest moim totalnym przeciwieństwem. Jego
światopogląd, temperament i podejście do życia stanowią odwrotność mojego
poplątanego “ja”. Nasze charaktery i sposoby myślenia są tak opozycyjne w
stosunku do siebie, że można je porównać do figur symetrycznych względem
prostej. Teista i ateistka, idealista i materialistka, romantyk i racjonalistka,
optymista i pesymistka, stronnik Janusza Korwin-Mikkego i zwolenniczka państwa
opiekuńczego, monarchista i republikanka, miłośnik parapsychologii i publicystka
polityczna, łagodny mężczyzna i agresywna kobieta, człowiek tajemniczy i
emocjonalna ekshibicjonistka. Różnimy się jak Serce i Rozum, jak Duch i Materia,
jak Góra i Dół, jak Plus i Minus.

Fakt, że się polubiliśmy, jest zatem dowodem na prawdziwość przysłowia
“przeciwieństwa się przyciągają”. Ale to jeszcze nie wszystko. Michał i ja
postanowiliśmy przeprowadzić pewien eksperyment twórczy. Zdecydowaliśmy, że
wspólnie stworzymy serię tekstów, w których przedstawimy swoje poglądy na
wybrane zagadnienia filozoficzne (i nie tylko). Nie będzie to jednak
publicystyczna “wojna światów”, tylko poszukiwanie Prawdy poprzez analizę
rzeczywistości z dwóch przeciwstawnych punktów widzenia. Co wyłoni się z tego
wspólnego dążenia do zbadania otaczającego nas świata? Danie, którego konsumpcja
– jak twierdzi Michał – grozi udławieniem. Pytanie: czy ludzkość jest gotowa na
takie doświadczenie?!

Dopisek Michała: Natalia Julia Nowak przez dłuższy czas stanowiła dla mnie
pewną zagadkę, jej świat wydawał mi się zupełnie egzotyczną krainą, pełną
różnych dziwnych “zajawek”. Na początku znajomości komunikowaliśmy się drogą
wręcz migową, dochodziło do wielu mentalnych zgrzytów i tarć. Nasza znajomość
zapoczątkowana została przez pewien egzotyczny mechanizm “proponowania
znajomych” wbudowany w pewien portal internetowy. Można było rzec, że – ze
względu na tyle różnic – dojdzie do “elektronicznej tragedii” okraszonej
skandalem. A jednak, po około dwuletniej znajomości, nasze światy się “strawiły”
bądź “sfermentowały” niczym w tragicznym boju drożdży i dorodnych owoców krzewu
winogronowego, tworząc egzotyczny drink porozumienia.

Natalia – w pierwszym akapicie swojego tekstu – bardzo dobrze ujęła, kim
jestem. Lecz muszę dodać od siebie, iż pomimo moich metafizycznych skłonności
posiadam też duży dystans do pewnych “rewelacji” i zdrową dawkę sceptycyzmu,
jeśli chodzi o zagadnienia duchowo-paranormalne. Fascynuje mnie wszystko, co
daje rozwój, a jednocześnie dbam o poszanowanie tradycji nadanych nam przez
wiele wieków naszej (niestety coraz bardziej podupadającej) cywilizacji.
Optymizm – hmmmmm… Mój optymizm to raczej zdolność do wiary w to, iż ludzi stać
na wspaniałomyślność i działanie na rzecz dobra ogółu. Kończąc mój krótki wywód
na swój temat, przytoczę własne słowa: KONSUMPCJA MOJEJ LITERATURY GROZI UDŁAWIENIEM.

Ciąg dalszy nastąpi.

Marzec 2012



23:11, nacjonalistka.njn
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
NATALIA JULIA NOWAK - info

Urodziłam się 19 lutego 1991 roku w Starachowicach. W wieku 15 lat zaczęłam publikować swoje teksty w prasie drukowanej, a rok później - oficjalnie rozpoczęłam działalność internetową. Miałam okazję współpracować z wieloma czasopismami papierowymi i wirtualnymi. Moje utwory były też drukowane w książkowych antologiach pokonkursowych. W roku 2010 rozpoczęłam studia na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna (specjalność: dziennikarstwo prasowe). Mam za sobą burzliwą przeszłość polityczną i światopoglądową: zdarzyło mi się być słuchaczką Radia Maryja oraz narodowym radykałem (NR). Obecnie tworzę własną ideologię, która odpowiada temu, jaka jestem w rzeczywistości. Moja oficjalna strona internetowa to: www.njnowak.tnb.pl