|
sobota, 19 maja 2012
Transseksualizm - odpowiedź na odpowiedź
Nie taki zwykły tekst Artykuł, który macie okazję teraz czytać, nie jest zwykłym tekstem publicystycznym. Stanowi on bowiem odpowiedź na odpowiedź - próbę ustosunkowania się do tego, co ktoś inny napisał w nawiązaniu do mojej wypowiedzi. Pragnę skomentować tekst “Odkrywanie transpłciowej tożsamości a reakcje otoczenia - studium przypadku” Marcina Rzeczkowskiego, będący reakcją na moją kwietniową publikację zatytułowaną “Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy”. Marcin w niezwykle ciekawy sposób odniósł się do mojego artykułu, więc pomyślałam, że powinnam mu odpowiedzieć nowym felietonem. Umysł w pułapce Zanim przejdę do konkretów, wyjaśnię, o co chodzi w tej publicystycznej korespondencji. Otóż pod koniec kwietnia zastanawiałam się, czy mój słynny aseksualizm nie ma “drugiego dna” w postaci wypartego ze świadomości transseksualizmu. Są podstawy, by mniemać, że moja aseksualność nie wzięła się z powietrza, tylko wyrosła z czegoś zupełnie innego. Transseksualizm to specyficzne zjawisko, polegające na tym, że płeć psychiczna danej osoby ma się nijak do biologicznej. Zwyczajna kobieta rodzi się z umysłem mężczyzny albo zwyczajny mężczyzna rodzi się z umysłem kobiety. Mówiąc bardziej poetycko: w ciele jednostki mieszka duch należący do płci przeciwnej. Zazwyczaj wiąże się to z ogromnym cierpieniem i licznymi problemami (niemożnością życia w zgodzie z własną naturą oraz koniecznością udawania kogoś, kim się nie jest). Trans-Optymista Marcin Rzeczkowski prowadzi stronę internetową o nazwie “Trans-Optymista. Transpłciowość okiem psychologa”. Zamieszcza na niej artykuły swojego autorstwa: różne formy publicystyczne poświęcone transseksualizmowi i zjawiskom pokrewnym. Strona Marcina wyróżnia się na tle innych tego typu witryn, ponieważ zawiera nie tylko artykuły teoretyczne, ale również publikacje dotyczące praktycznych aspektów bycia transseksualistą. MarRzec to człowiek wiarygodny i kompetentny, albowiem kończy studia psychologiczne i sam jest męską duszą uwięzioną w kobiecym ciele. Podjął już pewne kroki w kierunku korekty płci biologicznej. 7 maja 2012 roku Marcin opublikował tekst (wspomniany materiał “Odkrywanie transpłciowej tożsamości…”) będący odpowiedzią na mój artykuł “Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy”. Teraz ja odniosę się do wypowiedzi Marcina. Bez rozstrzygnięcia MarRzec nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na główne pytanie postawione w moim tekście. Nie rozstrzyga, czy moja przypadłość jest transseksualizmem, czy nie (“Stanowczo odmawiam wyrokowania na ten temat”). Z drugiej strony, bierze taką możliwość pod uwagę i uznaje ją za prawdopodobną (“Zakładam natomiast, że taki tekst MOŻE napisać hipotetyczna osoba transpłciowa“). Autor przytacza fragmenty komentarzy, jakie pojawiły się pod napisanym przeze mnie artykułem. Prostuje je jako doświadczony ekspert, udowadniając tym samym, że są one wypełnione stereotypami i świadczą o braku odpowiedniej wiedzy na temat transpłciowości. Weryfikacja i demitologizacja Marcin tłumaczy, jak wygląda rzeczywistość, a także weryfikuje trafność uwag wysuwanych pod moim adresem. Daje do zrozumienia, że komentatorzy nie orientują się w temacie transseksualizmu i wydają osądy oparte na domysłach/uprzedzeniach. MarRzec, przywołując fragmenty internetowych komentarzy, pokazuje, jakie mity o transseksualistach funkcjonują w społeczeństwie polskim. Sugeruje między wierszami, że ludzi, myślących tak jak cytowani Internauci, może być więcej. Autor artykułu rozprawia się z obiegowymi opiniami na temat TS, ponieważ nie chce, żeby podobne nieporozumienia powtarzały się w przyszłości. Można przypuszczać, że Marcin zajął się tymi, a nie innymi wypowiedziami, albowiem uważa je za typowe i szablonowe. Kwestia bardzo publiczna W tekście “Odkrywanie transpłciowej tożsamości…” MarRzec ocenia moją postawę, a ściślej to, że zdecydowałam się otwarcie opowiedzieć o swoich zmartwieniach. Według niego, moja publiczna spowiedź jest rzeczą uzasadnioną, ponieważ “czyjaś transpłciowość, a zwłaszcza transseksualność jest kwestią bardzo publiczną. Szczególnie jeśli osoba redefiniująca swój gender jest powszechnie znana”. Później publicysta doprecyzowuje: “NJN (…) jest osobą rozpoznawaną przez wielu moich znajomych, sobie nawzajem obcych. Ewentualne przejście na rodzaj męski byłoby zatem i tak widoczne i szeroko skomentowane”. W końcu pisze, że jestem “bardzo odważną osobą”, a mentalność Polaków uległa istotnym przeobrażeniom. Mizoginia? Dalsza część publikacji zawiera opinię dotyczącą mnie i mojego podejścia do spraw związanych z kobiecością i męskością. Marcin zaczyna od stwierdzenia faktu, że w artykule “Aseksualizm…” wymieniłam wiele cech odróżniających mnie od kobiet lub łączących mnie z mężczyznami. Chociaż nie komunikuje tego wprost, daje do zrozumienia, że owe cechy są co najmniej zastanawiające (“Pojedynczo nic nie znaczą. Jednakże fakt, że jest ich bardzo dużo już coś mówi. A jeszcze więcej mówi fakt, że stanowią potężny, wieloletni problem i są przyczyną niekończących się konfliktów z kobietami”). MarRzec zwraca uwagę na to, że kobiece cechy jawią mi się jako gorsze od męskich. Zarzuca mi mizoginię oraz odnoszenie się do kobiecości w sposób pogardliwy i agresywny. Nieznane oblicze transmężczyzn Według niego, niechęć do kobiet jest typowa dla tych transseksualistów K/M, którzy jeszcze nie “uporządkowali swojego życia tak, aby było zgodne z tożsamością płciową”. Marcin tłumaczy to zjawisko na własnym przykładzie (historia niesnasek na forum internetowym). Zdaniem autora, problemy transmężczyzny z kobietami kończą się wówczas, gdy przestaje on postrzegać siebie jako osobę płci żeńskiej, a otoczenie akceptuje tę zmianę. MarRzec wyjaśnia, na czym polegają kolejne etapy uświadamiania sobie własnej transpłciowości. Kontynuuje też polemikę z internetowymi komentatorami, których wypowiedzi są nieścisłe lub nieprawdziwe. W ostatniej części artykułu Marcin wyciąga wnioski ze swoich spostrzeżeń i podsumowuje dotychczasowe ustalenia. Udziela też czytelnikom porad dotyczących pomagania ludziom niepewnym swojej tożsamości płciowej. Coś jest na rzeczy! Jak już napisałam, MarRzec nie wydaje ostatecznego werdyktu w kwestii mojej (autentycznej lub wyimaginowanej) transpłciowości. Trzeba jednak zauważyć, że w jego tekście pojawiają się sformułowania, które sugerują, iż naprawdę coś jest na rzeczy. Już sam fakt, że Marcin - człowiek korygujący swoją płeć, student piątego roku psychologii, działacz jednej z organizacji wspierających transseksualistów - zajął się moim problemem, jest szalenie wymowny. Czy Trans-Optymista zaprzątałby sobie głowę moimi wątpliwościami, gdyby sądził, że są one nieprawdopodobne lub zmyślone? Przyjaźń nierdzewna Warto wiedzieć, że MarRzec zna mnie od czterech lat. W roku 2008 prowadziliśmy ze sobą e-mailową dyskusję na temat szeroko pojętej kobiecości. Później, w roku 2009, spotkaliśmy się w innym zakątku Internetu. Nasze drogi ponownie się skrzyżowały kilka miesięcy temu, kiedy zaczęłam szukać informacji na temat transseksualizmu. W tym miejscu wypada przytoczyć intrygujące zdanie z artykułu Marcina. Oto ono: “Dlatego nie to, co NJN wymienia, ale jak to robi, jest dość charakterystyczne i już jakiś czas temu dało mi do myślenia”. Wynika z tych słów, że MarRzec zaczął mnie podejrzewać o transpłciowość bardzo wcześnie - jeszcze w czasach, gdy ja sama nie miałam takich rozterek. Odkryć praprzyczynę Zastanawiam się nad swoją osobowością, bo chcę wiedzieć, dlaczego jestem taka, a nie inna. Uważam, że dopóki nie zrozumiem siebie, inni ludzie nie zdołają zrozumieć mnie. Pragnę poznać prawdę na własny temat, dotrzeć do istoty rzeczy, odkryć praprzyczynę swoich zachowań i przekonań. Dlaczego rozważam swoją tożsamość płciową, a nie orientację seksualną? Bo wierzę, że zagadka “Kim jestem?” jest ważniejsza od pytania “Czy chciałabym z kimś być, a jeśli tak, to z kim?”. Znajomość własnego “ja” jest - według mnie - sprawą fundamentalną. Ta druga kwestia, czyli związki z innymi ludźmi, to rzecz wtórna. Należy znać kolejność wykonywania działań. Natalia Julia Nowak, PS. Omawiany artykuł Marcina Rzeczkowskiego jest dostępny na stronie: http://marcinrzeczkowski.com/trans/?p=1925
środa, 09 maja 2012
Banda Sześciorga. Politycy są jak Heniek
Wstęp Jeszcze w październiku 2011 roku mieliśmy w parlamencie Bandę Czworga, składającą się z Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przed wyborami pojawiały się w Internecie apele, żeby nie głosować na przedstawicieli tej skostniałej i skompromitowanej szajki. Wezwania, o których mowa, doprowadziły do tego, że w sejmie pojawiła się piąta partia (czytaj: piąte koło u wozu). Jej nazwa to Ruch Palikota. Na tym jednak Wielki Bum się nie skończył, bo kilka miesięcy po wyborach PiS doczekał się córeczki, Solidarnej Polski. Teraz mamy na Wiejskiej Bandę Sześciorga. Z czterech kłopotów zrobiło się sześć. Jak mawiała pewna starachowicka matematyczka: “dług i dług to duży dług”. No dobrze, ale dlaczego polskie ugrupowania parlamentarne zasługują na miano Bandy Sześciorga? I dlaczego przypominają Heńka z piosenki zespołu Brathanki? Niniejszy artykuł stanowi odpowiedź na te pytania. Ruch Palikota Opis tego stronnictwa należy zacząć od stwierdzenia faktu, że jego przywódca jest jednym z najokropniejszych polonofobów, jacy kiedykolwiek chodzili po Ziemi. Skrajny eurofederalista, który wyraził pragnienie, aby Unia Europejska funkcjonowała jako “jedno państwo”. Wynarodowiony kosmopolita, deklarujący, że “najpierw jest Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem”. Impertynent nawołujący do nienawiści wobec Narodu Polskiego (słynne słowa “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości”). Antypaństwowy cynik współodpowiedzialny za uchwalenie Traktatu z Lizbony. Trudno się nie zgodzić z Leszkiem Millerem, który powiedział, że Janusz Palikot jest “zdolny do wszystkiego”. Palikot najprawdopodobniej posiada osobowość narcystyczną, bo nikt normalny nie nazwałby partii politycznej własnym nazwiskiem. Chyba każdy potwierdzi, że nazwa ugrupowania politycznego powinna manifestować jego główny cel i orientację światopoglądową. Tak jest w większości przypadków. “Partia Kobiet” wskazuje na feminizm, “Narodowe Odrodzenie Polski” wyraża radykalny nacjonalizm, “Polska Partia Pracy” sugeruje ciągoty do socjalizmu, “Racja Polskiej Lewicy” kojarzy się racjonalizmem i antyklerykalizmem. Jak na tym tle wygląda nazwa “Ruch Palikota”? Niezbyt dobrze, ponieważ sygnalizuje brak idei przewodniej i stawia pojedynczego człowieka w centrum uwagi. Miano, o którym mowa, brzmi jak nazwa fanklubu i przywodzi na myśl zjawisko kultu jednostki. Pytanie: czy to efekt zamierzony? Janusz Palikot kreuje się na obrońcę uciśnionych - kogoś, kto bierze w obronę lekceważone lub niedostrzegane grupy społeczne. W rzeczywistości, chodzi mu tylko o zdobycie władzy, pieniędzy i popularności. Aby osiągnąć ten cel, szuka on poparcia wszędzie, gdzie tylko może. Raz się uśmiechnie do homoseksualistów, innym razem do palaczy marihuany… O tym, że Palikot traktuje innych ludzi w sposób instrumentalny, świadczą jego własne słowa: “Pedał na pokładzie ze znaną twarzą - nie ma nic bardziej cennego”. Ale to jeszcze nie wszystko. Ludzie, którzy odeszli z RP, twierdzą, że ich były szef potajemnie służy koalicji rządowej. Jak powiedział Mariusz Grzegorczyk: “Dziś wiemy, że partia Ruch Palikota nie powstała w Sali Kongresowej, dzisiaj wiemy, że została ona zainicjowana w gabinecie premiera Donalda Tuska”. Czy to oznacza, że Palikot jest kimś w rodzaju Fałszywej Marii z filmu “Metropolis” Fritza Langa? Chodzi o złowrogiego androida, który został wysłany do Miasta Robotników, żeby podburzyć proletariat i przynieść mu zgubę. Kolejna sprawa: jeszcze kilka lat temu Januszek był trzeciorzędnym politykiem, wyszydzanym przez media lub przedstawianym jako człowiek-ciekawostka. Obecnie stoi on na czele partii będącej trzecią siłą w Polsce. Wygląda to naprawdę podejrzanie, zwłaszcza w kontekście faktu, że Palikot ma na sumieniu współpracę z Komisją Trójstronną. Swoją drogą, to przerażające, że osobnik nienawidzący Polski i polskości posiada w naszej Ojczyźnie władzę. Strach pomyśleć, co by było, gdyby został on premierem. Nasz kraj już teraz znajduje się w tragicznym położeniu. Pod rządami Januszka sytuacja stałaby się wręcz katastrofalna. Prawo i Sprawiedliwość Na pierwszy rzut oka, partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego ze stronnictwem Janusza Palikota. Tu pseudoprawicowość, a tam pseudolewicowość. Tu wiara w zamach smoleński, a tam brak tej wiary. Tu odwołania do chrześcijaństwa, a tam walka z Kościołem katolickim. Tu sprzeciw wobec aborcji i związków jednopłciowych, a tam jednoznaczne poparcie. Tu powaga i pretensjonalność, a tam szyderstwa i prowokacje. Sympatycy PiS-u wypowiadają się z pogardą o zwolennikach RP, a zwolennicy RP w identyczny sposób traktują sympatyków PiS-u. W rzeczywistości, wymienione formacje posiadają wspólny mianownik. Jedną, negatywną cechę, która zrównuje je ze sobą i nadaje im jednakowy status. Chodzi o działalność na szkodę Polski, która stała się rutyną obu ugrupowań parlamentarnych. Antypatriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest o tyle perfidny, że nie ma charakteru jawnego i otwartego. W przypadku Ruchu Palikota, sprawa jest jasna jak słońce: ani Januszek, ani jego poplecznicy nie próbują udawać patriotów (którymi nie są). Z PiS-em jest nieco trudniej, gdyż przedstawiciele tej partii sięgają po patriotyczną retorykę, widocznie wierząc, że zatroskana o Polskę część społeczeństwa da się na to nabrać. Niestety, fałszywy patriotyzm Jarosława Kaczyńskiego i jego świty rzeczywiście bywa odbierany jako coś szczerego i autentycznego. Powoduje to, że propolscy, ale odurzeni propagandą ludzie “karmią” to stronnictwo swoimi ciepłymi komentarzami, wyborczymi głosami i ulicznymi okrzykami. Oddają swoje serce grupie, która na to nie zasługuje i która nie pozwala się rozwinąć bardziej ideowym formacjom. Dlaczego patriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest fałszywy? Choćby dlatego, że Kaczyński pozuje na eurosceptyka i obrońcę naszej suwerenności, a sam (zupełnie jak Palikot, Tusk, Komorowski, Sikorski, Gowin, Ziobro, Pawlak i Napieralski) głosował za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Mało tego. Bubel prawny, który przekształcił Unię Europejską w państwo federalne (czyli, de facto, pozbawił Polskę niepodległości) został podpisany przez PiS-owskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To właśnie LK, człowiek posługujący się pronarodowymi sloganami i zwodzący patriotów do samego końca, ratyfikował dokument czyniący z naszej Ojczyzny element Stanów Zjednoczonych Europy. A przecież mógł się podać do dymisji albo zwyczajnie odmówić podpisania Traktatu! Gdyby Lech Kaczyński trafił przed Trybunał Stanu za nieratyfikowanie Aktu Rozbiorowego, byłby męczennikiem, prześladowanym za bezwarunkową miłość do Polski. Problem w tym, że zdecydował się na inne rozwiązanie. Nie poświęcił się dla ratowania naszej suwerenności, tylko zrobił to, co mu kazali europejscy federaliści. Uczynił najstraszniejszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Finał jest taki, że sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, zamiast bić się w piersi i błagać Polaków o przebaczenie, stawiają mu pomniki, piszą wiersze na jego cześć, śpiewają o nim piosenki i nazywają go “bohaterem narodowym”. W serwisie YouTube można znaleźć filmik, w którym Joanna Burzyńska - słynna obrończyni krzyża - określa Lecha Kaczyńskiego mianem “świetlanej postaci”. Kult LK jest zdecydowanie niehonorowy i antypatriotyczny. Ciekawe, że były prezydent spoczywa w Krypcie Wawelskiej, czyli tam, gdzie pochowano przedwojennego dyktatora Piłsudskiego (mającego na sumieniu cztery razy więcej ofiar niż Wojciech Jaruzelski). Pozostali członkowie Bandy Sześciorga Platforma Obywatelska - partia, która zastała Polskę kwitnącą, a zostawi więdnącą. Ugrupowanie, niczym anioł śmierci, przynosi zgubę i zatracenie wszystkiemu, co spotyka na swojej drodze. Pod rządami PO znikają szkoły i przychodnie lekarskie, rozkłady jazdy PKP i PKS zmieniają się z dnia na dzień, dług publiczny rośnie jak magiczna fasola, pacjenci chorzy na raka cierpią z powodu braku lekarstw, a ludzie zatrudnieni drżą ze strachu na myśl o pracy do 67 roku życia. Internauci, przerażeni wizją inwigilacji w Sieci, wychodzą na ulice i odważnie wykrzykują swoje żale. Donald “Słońce Peru” Tusk nie znosi sprzeciwu i nie chce słyszeć o jakichkolwiek referendach czy konsultacjach społecznych. Zrozpaczonym Polakom opadają ręce. Platforma Obywatelska lekceważy nie tylko szarych obywateli i ich podstawowe potrzeby życiowe, ale również polską rację stanu. Wśród posłów PO nie było ani jednej osoby głosującej przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu. Było za to wielu parlamentarzystów, którzy wypowiadali się o tym dokumencie bardzo pozytywnie. Radosław Sikorski nie ukrywa, że jest zadowolony z federalizacji Unii Europejskiej, będącej już faktem dokonanym. Słońce Peru wyraźnie płaszczy się przed Angelą Merkel i wszechwładcami z Brukseli. Komentatorzy twierdzą, że Tusk robi te wszystkie świństwa, żeby odnieść wymarzony sukces w Komisji Europejskiej. Niedawno podano bowiem informację, że za kilka lat nasze kochane Słoneczko może stanąć na czele KE (źródło: “Uważam Rze”). Polskie Stronnictwo Ludowe - partia, o której nie da się zbyt dużo powiedzieć. Cicha, bierna, pozbawiona inicjatywy i pełniąca funkcję dodatku do PO. Przed wyborami jest gotowa utworzyć koalicję z każdym, kto wyrazi na to zgodę. Po wyborach dochowuje wierności ugrupowaniu, z którym związała swój los. PSL można porównać do starej panny, która za wszelką cenę chce wyjść za mąż, a gdy osiąga ten cel, jest lojalna i uległa wobec swojego małżonka. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej podkreślają, że ludowcy zawsze zachowywali się w ten sposób. Faktycznie. Jeśli spojrzymy na czasy przedwojenne, powojenne i współczesne, to dojdziemy do wniosku, że przedstawiciele ruchu ludowego tworzyli już koalicje ze wszystkimi opcjami politycznymi. Cieszmy się, że - w przeciwieństwie do innych stronnictw - dają nam oni poczucie stałości. I że są z nami na dobre i na złe. Sojusz Lewicy Demokratycznej - istny dinozaur. Trochę jak stary zespół muzyczny, który już dawno przestał się ludziom podobać, a który wciąż nagrywa piosenki i liczy na odzyskanie popularności. Działacze SLD przekonali się na własnej skórze, co oznaczają słowa serialowego szlagieru: “Życie, życie jest nowelą, raz przyjazną, a raz wrogą”. Sojusz Lewicy Demokratycznej jest już stracony, co nie zmienia faktu, że próbuje on się zemścić na Ruchu Palikota za kradzież części elektoratu. Oczywiście, partia Leszka Millera jest równie antypaństwowa i antynarodowa, jak pozostałe. To właśnie SLD podporządkowało naszą Ojczyznę Brukseli, Waszyngtonowi i Watykanowi. Poza tym, nie można zapominać o ponurej, esbeckiej przeszłości niektórych działaczy tego ugrupowania. I o wpadkach sprzed kilku lub kilkunastu lat. Czy ktoś jeszcze pamięta, o co chodziło z “chorobą filipińską”? Solidarna Polska - formacja, która wyłoniła się z Chaosu. Tak, chodzi o Chaos, jaki miał miejsce w łonie Prawa i Sprawiedliwości. Stronnictwo ziobrystów nie powstałoby, gdyby nie trudny charakter Jarosława Kaczyńskiego i jego niechęć do pluralizmu wewnątrzpartyjnego. O Solidarnej Polsce mówi się głównie to, że jest ona konserwatywna światopoglądowo, ale ma wyraźne ciągoty do etatyzmu gospodarczego. Zobaczymy, jak to ugrupowanie, zrodzone w wyniku konfliktu personalnego, będzie się rozwijało. Można mniemać, że prędzej czy później podzieli ono los partii PJN (Polska Jest Najważniejsza). Zakończenie Politycy są jak Heniek z piosenki zespołu Brathanki. Zdobywają zaufanie i rozbudzają marzenia, a potem porzucają swoich wyborców na pastwę losu. Działacze polityczni mają to do siebie, że zdradzają obywateli i bezlitośnie łamią im serca (aż chce się ironicznie zaśpiewać: “Nie płacz, Hanuś, nie płacz nawet w samym niebie. Twój polityk, Twój wybrany, troszczy się o Ciebie“). Cóż, na tym polega ich specyfika. Nie wolno jednak zapominać o pewnym niuansiku. A mianowicie o tym, że “po czwartym wianku z rzędu diabli wzięli Heńka”. Natalia Julia Nowak, PS. Czy Wy, drodzy Czytelnicy, macie swojego politycznego Heńka? Bo moim Heńkiem jest partia Prawo i Sprawiedliwość. 10 października 2009 roku dotarło do mnie, że uznawanie tej formacji za “mniejsze zło” jest tragiczną pomyłką.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Narodowa SocjalDemokracja kontra ECR Polska
ECR Polska - Kościół polskojęzyczny Kościół rzymskokatolicki (Ecclesia Catholica Romana - ECR) lubi czasem udawać, że ma coś wspólnego z polskością i patriotyzmem. W świątyniach katolickich wieszane są nieraz polskie flagi, a w kościelnych pieśniach pojawiają się wzmianki o Ojczyźnie i Narodzie. Księża odprawiają Msze święte w intencji Polski albo nawiązują w swoich kazaniach do polskiej historii. Osoba, która nie zastanawia się nad tym zbyt głęboko, może odnieść wrażenie, że rzeczywiście istnieje coś takiego jak “polski Kościół”. Prawda jest jednak inna, zdecydowanie mniej optymistyczna. KrK (ECR) to potężna organizacja międzynarodowa, którą można porównać do ONZ. Jest on również podobny do wpływowej korporacji ponadnarodowej, posiadającej swoje oddziały w różnych krajach i kontrolującej mniejsze firmy (w tym przypadku: zakony, oazy rekolekcyjne, wspólnoty modlitewne). To, co niektórym ludziom jawi się jako “polski Kościół”, jest po prostu agendą globalistycznej instytucji. Nie ma żadnego “polskiego Kościoła” - jest ECR Polska. Jakie to miłe, że po Soborze Watykańskim II Kościół rzymskokatolicki raczył opracować polskojęzyczną wersję Mszy świętej! Cyrograf zwany konkordatem Ecclesia Catholica Romana nie służy krajom, na terenie których funkcjonuje, tylko swojemu właścicielowi, jakim jest Państwo Watykańskie. Przywódcą Watykanu i prezesem ECR jest obecnie Joseph Ratzinger, którego można postawić w jednym szeregu z takimi szefami, jak Mark Zuckerberg (Facebook), Steve Ballmer (Microsoft) czy Hugh Grant (Monsanto). Jego poprzednik, Karol Wojtyła, był z pochodzenia Polakiem i uchodził za polskiego patriotę. Oczywiste jest jednak to, że Wojtyła - jako głowa Państwa Watykańskiego i dyrektor generalny ECR - nie był w pełni oddany Polsce i Narodowi Polskiemu. W latach dziewięćdziesiątych Polska zawarła z Watykanem konkordat, który obowiązuje po dziś dzień. Jest to zwyczajna umowa międzynarodowa, a przecież wiadomo, że każdy taki dokument ogranicza suwerenność kraju oraz znacząco wpływa na jego politykę wewnętrzną i zagraniczną. Ratyfikacja konkordatu była dla Polski równie niekorzystna jak akcesja do Unii Europejskiej czy współpraca militarna z USA. Watykan, podobnie jak Bruksela i Waszyngton, owinął nas sobie wokół palca. Warto pamiętać, że za te wszystkie nieszczęścia odpowiada Sojusz Lewicy Demokratycznej. Szczególnie negatywną rolę odegrał w tych kwestiach Aleksander Kwaśniewski. Tajemnica poliszynela x 2 Chociaż trudno w to uwierzyć, jeden procent podatku dochodowego Polaków jest przeznaczany na wspieranie Ecclesia Catholica Romana. W praktyce oznacza to, że władze Rzeczypospolitej Polskiej zabierają obywatelom pieniądze i przekazują je obcemu państwu - Watykanowi. Nie dość, że posiada to znamiona zdrady narodowej, to jeszcze ma zgubny wpływ na naszą sytuację gospodarczą. Pieniążki, o których mowa, można by przecież wydać na rozwój polskiej oświaty albo na ratowanie tutejszej służby zdrowia. Zamiast tego, część naszego podatku przechodzi na konto Watykanu, który doskonale poradziłby sobie bez niej. Jest to bowiem państwo zamożne i przedsiębiorcze, a nie kraj trzeciego świata. Ciekawostka: Stolica Apostolska ma bardzo dziwną historię. Większość katolików nie zdaje sobie sprawy z faktu, że Watykan odzyskał niepodległość w roku 1929 dzięki faszystowskiemu dyktatorowi Mussoliniemu. Niech teraz ktoś powie, że faszyści byli “antyklerykalni“ i “antykatoliccy“! Rząd dusz ECR Polska rości sobie prawo nie tylko do naszych pieniędzy, ale także do naszych serc i umysłów. Lekcje religii w szkołach, transmisje nabożeństw w telewizji publicznej, łączenie uroczystości państwowych z religijnymi - chodzi w tym wszystkim o to, żeby Polacy zżyli się z Kościołem rzymskokatolickim i żeby nauczyli się lojalności wobec Watykanu. Członek rządu i hierarcha kościelny wyglądają w jednym kadrze równie nieestetycznie jak flaga Polski obok flagi UE. Taki widok dyskretnie sugeruje, że Rzeczpospolita Polska nie jest samodzielnym podmiotem politycznym, tylko bytem posiadającym prawnego opiekuna. Głoszenie, że KrK jest ważniejszy od Ojczyzny i Narodu, to wpajanie Polakom patriotyzmu watykańskiego i odsuwanie ich od Spraw Najistotniejszych. Ecclesia Catholica Romana pragnie kontrolować nasze umysły, mówiąc nam, jak mamy myśleć i postrzegać rozmaite zjawiska. Mało tego. Kościół rzymskokatolicki, czyli Państwo Watykańskie, próbuje regulować nasz styl życia oraz sposób funkcjonowania w społeczeństwie. Polscy patrioci i nacjonaliści nie powinni się na to zgadzać. Przeciwnie: najlepszym wyjściem byłoby dla nich opowiedzenie się za ruchem antyklerykalnym. Kaczyzm i NWO Parafie ECR często zamieniają się w trybuny polityczne, z których płyną wywody przychylne partii Prawo i Sprawiedliwość. Jest to o tyle bulwersujące, że politycy związani z PiS-em mają/mieli na sumieniu podpisanie Traktatu z Lizbony oraz serwilizm wobec USA. Tubami propagandowymi PiS-u są również niektóre media katolickie: Radio Maryja, Telewizja Trwam, “Nasz Dziennik”, a także kwartalnik “Fronda” i należący do niego portal internetowy. Karol Wojtyła vel Jan Paweł II był zwolennikiem Unii Europejskiej. To właśnie on (między innymi) przekonał Polaków, żeby zagłosowali za przystąpieniem do UE, czyli za oddaniem się w niewolę Brukseli. Człowiek, o którym mowa, był bardzo inteligentny i starannie wykształcony. Na pewno wiedział, że Unia Europejska od samego początku była pomyślana jako federacja - podróbka Stanów Zjednoczonych Ameryki, a zarazem ich największa konkurentka. Niestety, Wojtyła był nie tylko euroentuzjastą, ale również zwolennikiem NWO. W jednym ze swoich przemówień, dostępnym w serwisie YouTube, powiedział on: “A New World Order, a civilisation of love, can be achieved” - “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty”. Joseph Ratzinger vel Benedykt XVI wcale nie jest lepszy, o czym świadczy fakt, że domagał się utworzenia “światowej władzy publicznej”. Nar-SocDem kontra Ecclesia Catholica Romana Narodowa SocjalDemokracja, jako opcja uznająca Ojczyznę i Naród za wartości najwyższe, sprzeciwia się podporządkowywaniu Polski Kościołowi rzymskokatolickiemu (organizacji międzynarodowej) i Watykanowi (obcemu państwu). Według Nar-SocDem, wpływ KrK na Polskę i Polaków jest równie destrukcyjny jak przynależność do UE (europejskiej federacji) i NATO (układu realizującego interesy USA). Klerykalizm, czyli zakamuflowany szowinizm watykański, nie jest możliwy do pogodzenia z polskim patriotyzmem i nacjonalizmem. Tym bardziej, że opiera się on na religii chrześcijańskiej, która pochodzi z Azji i która poważnie zaszkodziła naszym rodzimym, pogańskim wierzeniom. Natalia Julia Nowak,
sobota, 21 kwietnia 2012
Aseksualizm? A może transseksualizm? Moje dziwne dylematy
Ja i one Nie czuję się kobietą i nie mam nic wspólnego z kobiecością. Jeszcze kilka lat temu to stwierdzenie brzmiało niewinnie i niegroźnie, bo przecież byłam dziewczyną, a nie reprezentantką kobiet. Ale teraz mam 21 lat i czuję, że moje dojrzewanie albo już się zakończyło, albo właśnie dobiega końca. Skoro do tej pory nie objawiła się u mnie tzw. kobiecość, to niewątpliwie coś jest ze mną nie tak. Nie posiadam kobiecych zainteresowań, odrzuca mnie od babskich spraw, nie rozumiem przedstawicielek płci żeńskiej i nie podzielam ich punktu widzenia. Częściej zgadzam się z opiniami, poglądami i teoriami wygłaszanymi przez facetów niż przez niewiasty. W sukience i w kolorowym makijażu czuję się bardziej przebrana niż ubrana. Nigdy nie wychodzę z domu umalowana i odziana w ewidentnie kobiece ciuchy, bo boję się, że gdybym tak zrobiła, to wszyscy przechodnie gapiliby się na mnie jak na pstrokatego cudaka. Poza tym, w takim “kostiumie” czułabym się dziwnie, nienaturalnie i nieswojo. Nigdy nie interesowałam się modą, urodą, fabułą miłosną itp. Gdy przeglądam kobiece czasopisma i portale internetowe, wytrzeszczam oczy ze zdumienia, a potem myślę z niesmakiem: “Jak baby mogą się zajmować takimi pierdołami, kiedy Ojczyzna znajduje się w potrzebie i należy zabiegać o jej ocalenie?! Wszyscy, bez wyjątku, muszą służyć Polsce! Nie ma, że boli!”. O osobach płci żeńskiej zawsze myślę “one” - nigdy “my”. Mam antyfeministyczne, patriarchalistyczne i maskulistyczne poglądy, a gdy dochodzi do różnorakich sporów między kobietami i mężczyznami, opowiadam się po stronie tych drugich. Najczęściej chodzę w prostych bluzkach, koszulach, swetrach, golfach, spodniach lub długich, lekkich, zwiewnych spódnicach (te ostatnie są bardzo wygodne i nie krępują nóg - zupełnie jak spodnie). Nigdy w życiu nie sięgnęłabym po buty na obcasach. Nie dałabym się również namówić na odzież podkreślającą kobiecość. Stanik powiększający biust, gorset, krótka spódniczka, top, przezroczysta bluzeczka - oto ubrania, których nie założyłabym nawet dla pieniędzy. “Chyba miałaś być chłopakiem” Pamiętam, że jako małe dziecko miewałam specyficzne fanaberie: przykładowo, uważałam się za chłopaka i nie chciałam uznać swojej dziewczęcej tożsamości. W przedszkolu wolałam robić to, co chłopcy (któregoś dnia przedszkolanka kazała dziewczynkom przygotować pracę plastyczną z wykorzystaniem kaszy manny, a chłopakom - z wykorzystaniem drewnianych wiór pochodzących z zastruganych kredek. Ja, oczywiście, buntowałam się przeciwko kaszy i wolałam wióry). Później, w młodszych klasach podstawówki, tragedią było dla mnie zakładanie spódniczki na uroczystości szkolne. Jeśli chodzi o zabawki, to zawsze lubiłam prowizoryczne miecze, pistolety i “różdżki” o zastosowaniu bojowym. Moją najcenniejszą “bronią” była proca, wykonana przez dziadka specjalnie dla mnie. Nigdy nie stroniłam od przeskakiwania przez płoty. Co do kreskówek i seriali, najchętniej oglądałam te, które były wypełnione sensacją, agresją i dynamiką. W wieku dziewięciu lat założyłam klub “Ochotnicze Superbohaterki”, który promował takie wartości, jak honor, sprawiedliwość, odwaga, waleczność, wytrwałość czy wierność chrześcijaństwu. Hasła tej podwórkowej organizacji brzmiały: “Będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi” i “Nigdy się nie poddamy”. Gdy bawiłam się ze swoim kuzynostwem, moja babcia śmiała się ze mnie: “Natalka, ty chyba miałaś być chłopakiem!” (co to były za zabawy? Chyba jakieś pościgi i strzelaniny). Jakby tego było mało, uwielbiałam komputerowe gry-bijatyki, a w szkole często wdawałam się w bójki, przepychanki oraz szarpaniny. Jako osoba dwunasto- lub trzynastoletnia zdradziłam komuś na czacie, że źle się czuję w żeńskim ciele i że najchętniej zmieniłabym płeć. Gazetowe testy na płeć mózgu, które rozwiązywałam w starszych klasach SP i w gimnazjum, jednoznacznie wskazywały na chłopięcą umysłowość/psychikę. Obecnie miewam podobne wyniki, aczkolwiek z anglojęzycznego testu SAGE wyszła mi androgynia oraz skłonności do crossdresingu K/M. Gimnazjalne koleżanki zarzucały mi, że chodzę i siedzę jak chłopak, mam szerokie ramiona, nie posiadam kobiecych kształtów i w ogóle jestem babochłopem. Nie rozumiałam, jak moje znajome mogą lubić się stroić, skąpo ubierać, chodzić na randki etc. Co się tyczy konfliktów, częściej zdarzały mi się kłótnie i nieporozumienia z dziewczętami niż z chłopakami. Jedyna kumpelka, jaką posiadałam, była totalną chłopczycą (pod względem wyglądu, zachowania i stylu życia). W wieku 14 lat pisałam opowiadania o wojnie w Iraku, aczkolwiek były to utwory o charakterze antywojennym. To aseksualizm! Koniec, kropka! Kiedy miałam 15-16 lat, ostatecznie wybrnęłam z kłopotu, stwierdzając rzecz następującą: “Nie czuję się dziewczyną, ale też nie jestem chłopakiem. Nie odczuwam potrzeby, żeby utworzyć z kimkolwiek związek. Nie lubię fizycznej czułości, gardzę nagością, seksem i erotyką. Wniosek? Jestem bezpłciowa. Jestem aseksualna. Jestem poza (lub ponad) tym wszystkim. Problem przezwyciężony, temat zamknięty”. Było to rozwiązanie proste, błyskotliwe, wiarygodne i łatwe do przełknięcia - zarówno dla mnie, jak i dla reszty społeczeństwa. A trzeba podkreślić, że w tamtych czasach (i jeszcze do niedawna) byłam bardzo konserwatywna, więc autodiagnozy typu “jestem transseksualistką” wydawały mi się niemożliwe do zaakceptowania. Kiedy byłam dzieckiem, dostrzegałam sporo cech łączących mnie z innymi przedstawicielkami płci słabej. Teraz, gdy jestem dorosłą panią, nie widzę żadnego podobieństwa między mną a innymi kobietami. Z logicznego punktu widzenia, wraz z upływem czasu powinnam stawać się coraz bardziej kobieca. Jest jednak odwrotnie. Im więcej mam lat, tym większa przepaść oddziela mnie od pozostałych osób płci żeńskiej. Boyd Rice napisał kiedyś: “Nie jestem tolerancyjną osobą. Faktycznie z każdym dniem staję się coraz bardziej nietolerancyjny. (…) Tak jak moja tolerancja się zmniejsza, tak ich liczba wydaje się zwiększać”. Ja zaś mogę napisać: “Nie jestem kobiecą kobietą. Faktycznie z każdym rokiem staję się coraz mniej kobieca. (…) Tak jak ich kobiecość się rozwija, tak moja wydaje się zwijać”. W Internecie otrzymuję czasem komentarze, z których wynika, że mogę być mężczyzną podszywającym się pod kobietę. Kilka razy trafiły się wypowiedzi, których autorzy dowodzili, że cierpię z powodu nieuświadomionego (podświadomego?) transseksualizmu. Naturalnie, tego typu sugestie bardzo mnie kiedyś bulwersowały. Myślałam wówczas: “Jak ja, skrajnie prawicowa konserwatystka, mogę być transpłciowa?! Nie jestem żadnym transem. Po prostu należę do osób aseksualnych. Każdy głupi wie, że aseksualny znaczy bezpłciowy”. Z drugiej strony, zdarzało mi się czytać artykuły na temat rozbieżności między płcią biologiczną a psychiczną. Lekturze takich tekstów zawsze towarzyszyły refleksje typu: “A może…?”. Mało tego. Bywało, że w chwilach słabości przychodziła mi do głowy myśl: “Kurczę, ja chyba rzeczywiście jestem transseksualna!”. Nietrudno odgadnąć, że natychmiast usuwałam takie hipotezy ze swojego umysłu. Marzenie o burce Większość moich znajomych to mężczyźni, bo tylko z nimi jestem w stanie się porozumieć. Nie przypominam sobie żadnej fascynującej znajomości ani pasjonującej dyskusji z dziewczyną/kobietą. Przez 3,5 roku obracałam się w środowisku narodowych radykałów, w którym przeważają reprezentanci płci silnej. Świetnie się z nimi dogadywałam, gdyż łączyła nas wspólnota poglądów i upodobań. Rozmówczynie irytują mnie o wiele szybciej niż rozmówcy. Jedyne kobiety, z którymi dobrze mi się gawędzi, to te, które mają męskie zainteresowania i sporo męskich cech. Najwspanialszy komplement, jaki kiedykolwiek otrzymałam? Trudno mi wskazać jeden, najlepszy. Wiem tylko tyle, że cieszą mnie wszelkie porównania do faceta. Zwłaszcza te, których autorami są osoby płci męskiej. Jeśli chodzi o obelgi, to najbardziej oburza mnie fraza “jesteś kobieca/dziewczęca”. Oczywiście, bardzo rzadko otrzymuję takie komunikaty, ale nie mogę powiedzieć, że się one nie zdarzają. Gdy dociera do mnie opinia, że jestem kobieca/dziewczęca, zastanawiam się: “Jaki popełniłam błąd? Czy naprawdę nie widać, że nie chcę, aby patrzono na mnie jak na kobietę/dziewczynę? Że nie chcę być traktowana jak przedstawicielka tej płci? Noszenie luźnych (lub grubych) ubrań, neutralne zachowanie, prosta fryzura i brak makijażu nie wystarczają? Może już czas założyć burkę, czyli muzułmański strój, zaprojektowany w celu ukrycia kobiecości?”. Mam bardzo małe piersi, lecz dla mnie i tak są one zbyt duże (wolałabym być płaska jak deska). Posiadam również wąskie biodra oraz niezbyt kobiecy charakter pisma. Kiedy ktoś mnie podrywa, przeżywam dyskomfort i upokorzenie, zatem unikam miejsc, w których mogłoby mnie to spotkać. Nie chodzę na dyskoteki ani na plażę, bo tam zwracano by uwagę na moją cielesność (fizyczną kobiecość). Mentalność mam dosyć męską, albowiem już w gimnazjum, kiedy rozmawiałam z mamą o przypadku zgwałcenia prostytutki, rodzicielka powiedziała do mnie: “Natalka, ty czasem mówisz jak chłop!”. Niedawno dowiedziałam się, że posiadam męską manierę związaną z witaniem krewnych: zwrot powitalny, wyciągnięcie ręki i nic więcej. Całowanie i przytulanie to dla mnie koszmar. Dysponuję wysokim i delikatnym głosem, jednak mój sposób mówienia i ton wypowiedzi zupełnie do niego nie pasują. Solidarna z mężczyznami Nienawidzę babskich stacji telewizyjnych, reklam adresowanych do kobiet oraz utworów literackich klasyfikowanych jako kobiece. Nie jestem opiekuńcza, wylewna, łagodna, empatyczna, dyplomatyczna ani pacyfistyczna. Zawsze miałam pogardliwy stosunek do własnego ciała, a zwłaszcza do tego, co wiąże się z płcią biologiczną. Nigdy nie rozumiałam kobiet, które lamentowały z powodu sterylizacji lub utraty płodności. Kiedy słuchałam (w telewizji) zwierzeń takich pań, myślałam z wyższością: “Ja bym się tym nie przejęła. W ogóle bym tego nie odczuła. Po co mi sprawny układ rozrodczy, skoro i tak nie będę z niego korzystać? Szczerze mówiąc, ucieszyłabym się, gdybym przeżyła coś takiego, jak te kobiety. Gdybym padła ofiarą napaści seksualnej, nie zaszłabym w ciążę i miałabym święty spokój”. Lubię - oczywiście, w granicach rozsądku - antyfeministyczne dowcipy i demotywatory. Wyzwalają one we mnie reakcje typu: “Tak, właśnie takie są baby! Jak to dobrze, że ja jestem inna. Na mnie faceci nie muszą narzekać”. Z drugiej strony, bardzo mnie drażnią żarty feministyczne, androfobiczne i matriarchalistyczne. Zdarza się, że gdy obserwuję jakąś niewiastę, zastanawiam się, co o jej zachowaniu, postępowaniu lub powierzchowności powiedziałby mężczyzna. Gdy dowiaduję się o konflikcie, do którego doszło między partnerem a partnerką, rozsądniejsza wydaje mi się wersja wydarzeń przedstawiana przez faceta. Niektórzy twierdzą, że mam męski sposób pisania i stosuję ewidentnie męskie sformułowania. Moi ulubieni bohaterowie literaccy - od Konrada z III części “Dziadów” aż po Winstona Smitha z “Roku 1984” - są płci męskiej. Nie potrafię solidaryzować się z postaciami-kobietami. Łzy rozczulenia, np. w sytuacjach rodzinnych, zawsze jawiły mi się jako haniebny akt słabości. Cenię sobie bezpośredniość, jednoznaczność i komunikatywność: zawsze muszę mieć wszystko “podane na tacy”. Nie posiadam tego czegoś, co bywa nazywane kobiecym wdziękiem i urokiem osobistym. O zalotności, kokieterii czy subtelności nawet nie wspomnę. Nowe ubrania kupuję tylko wtedy, gdy jest to konieczne (bo brakuje mi czegoś na zmianę albo stary strój uległ zniszczeniu). Nie zakładam apaszek, opasek, spinek ani innych zbędnych dodatków. Zamiast damskich torebek, których nie znoszę, wybieram plecaki i sportowe torby. Podróż do nieświadomości Jeśli się okaże, że faktycznie jestem transseksualistką, to będzie to wstrząs dwudziestolecia. Dlaczego właściwie o tym piszę? Bo przez lata przekonywałam bliźnich, że jestem aseksualistką i szczerze wierzyłam w swój aseksualizm. Obecnie zastanawiam się, czy moja aseksualność nie jest - że tak powiem - zakamuflowaną opcją męską. Czuję, że mam obowiązek poinformować o tym swoich Czytelników. Cóż, pragnę być uczciwa wobec siebie i innych ludzi. No i szukam odpowiedzi na pytania: “Czy w wieku 15-16 lat nie popełniłam błędu? Czy nie poszłam na łatwiznę, szufladkując się jako osoba bezpłciowa? Czy nie okłamałam samej siebie? Czy nie uciekłam od swojego kłopotu?”. Internauci zawsze pisali, że mój aseksualizm jest jakiś dziwny i że może być zasłoną dla czegoś zupełnie innego. Fakty z mojego życia, które przytoczyłam w poprzednich akapitach, są zwykłymi błahostkami. Lecz takich drobiazgów jest naprawdę wiele. One wszystkie, połączone w jedną całość, tworzą ciekawy, acz szokujący obraz mojej osoby. Czy to możliwe, że jestem facetem uwięzionym w damskim ciele, ale brak akceptacji dla takiego stanu rzeczy spowodował, iż uznałam się za aseksualistkę? Czy przypadłość, którą u siebie odkryłam, nie jest właśnie wypartym ze świadomości transseksualizmem? Czy uwierzyłam w swój aseksualizm z takiej prostej przyczyny, że jest on bardziej “strawny” od transpłciowości? Ktoś może spytać, dlaczego miałabym wmawiać sobie aseksualność oraz spychać do nieświadomości prawdziwe źródło problemu. Otóż dlatego, że kiedyś byłam ortodoksyjną katoliczką. Później wprawdzie przestałam wierzyć w Boga, ale przyjęłam radykalnie prawicowy światopogląd, który narzucał mi sztywne zasady moralne i skonkretyzowaną wizję rzeczywistości. Skrajna prawica to ogromne wymagania nie tylko wobec otoczenia, ale także wobec własnej osoby. Obecnie mam poglądy narodowo-lewicowe (stworzyłam ideologię zwaną Narodową SocjalDemokracją), więc zmieniło się moje spojrzenie na siebie, świat i rozmaite zjawiska społeczne. Skoro straciłam 80-90 proc. dawnych przekonań i podważyłam swoją tożsamość polityczną, to prędzej czy później musiałam zacząć się zastanawiać nad bardziej intymnymi (czytaj: niewygodnymi dla mnie samej) kwestiami. No, więc jak to ze mną jest? Cierpię z powodu transseksualizmu, czy nie? Chcę znać prawdę na własny temat, niezależnie od tego, jak bardzo jest przerażająca. Jeśli rzeczywiście jestem transem, to pragnę zwrócić się do ludzkości słowami z wiersza Mirona Białoszewskiego: “Nie każcie mi już niczym więcej być! Nareszcie spokój”. Natalia Julia Nowak, PS. Oto symbol transseksualizmu. Jest fajny, ale katoliccy fundamentaliści i tropiciele teorii spiskowych i tak powiedzą, że podobny do głowy kozła - Baphometa. Swoją drogą, Baphomet też ma zarówno męskie, jak i żeńskie cechy... http://outservemag.com/wp-content/uploads/2012/01/transgender-symbol2.jpg http://3.bp.blogspot.com/_vgxtt0HaxOA/S2Cj8ZZ7AwI/AAAAAAAABag/1beUVQWCzbs/s400/baphomet11.jpg
wtorek, 17 kwietnia 2012
NJN - Naród Jest Najważniejszy
Nowa definicja nacjonalizmu Nacjonalizm to niekończący się bój o różnorodność. O to, żeby istniały na Ziemi rozmaite nacje: świadome własnej tożsamości, dumne ze swojego pochodzenia, wyraźnie odróżniające się od innych, swobodne, niezależne oraz rozwijające się w sposób równomierny i nieskrępowany. Celem nacjonalizmu jest ochrona pluralistycznego świata, w którym można usłyszeć różne języki, zobaczyć różne zwyczaje, spotkać różne kultury i zaobserwować różne style bycia. Ideologia, o której mowa, uznaje prawo wolnych, zróżnicowanych, niepowtarzalnych Narodów do życia w wolnych, zróżnicowanych i niepowtarzalnych Państwach. Nacjonalista, czyli narodowiec, powinien walczyć z tym, co stanowi zagrożenie dla tej barwnej mozaiki. Na przykład z globalizacją i kosmopolityzmem – zjawiskami ujednolicającymi świat, uniformizującymi społeczeństwo, zabijającymi indywidualizm oraz budującymi nudną monokulturę, w której wszyscy słuchają podobnej muzyki, noszą identyczne ubrania, oglądają te same (kiczowate) filmy oraz posługują się jednym, ogólnoświatowym językiem. Idee zawierające się w nacjonalizmie to patriotyzm, eurosceptycyzm, antyglobalizm, antykapitalizm, antykonsumpcjonizm itp. Misja i wizja narodowca Polski narodowiec jest wyzwolonym, stanowczym, pewnym siebie człowiekiem, który nie wstydzi się swojego pochodzenia i który pragnie działać dla dobra swojej Wspólnoty Narodowej (WN). Zabiega on o to, żeby Polska, Polacy i polskość cieszyły się należnym szacunkiem oraz pozostawały niezależne od obcych wpływów (krępujących swobodę WN i utrudniających jej prawidłowy rozwój). Nacjonalista nie waha się wznosić biało-czerwonej flagi i wołać do ludności świata: “Hej, tutaj są Polacy! Zauważcie nas, respektujcie nasze prawa, pozwólcie nam być sobą!”. Kocha swoich rodaków i życzy im jak najlepiej – niezależnie od tego, czy są lewicowi, prawicowi, centrowi, zamożni, ubodzy, piękni, brzydcy, utalentowani, nieudolni, heteroseksualni, homoseksualni, transpłciowi, nietranspłciowi itd. Narodowiec przyjmuje postawę utylitarną, popiera demokrację (najlepiej bezpośrednią), przestrzega zasad egalitaryzmu i zawsze staje po stronie swojej WN. Jednocześnie miłuje inne Narody, które także mają prawo do samostanowienia oraz starają się utrzymać swój oryginalny charakter w globalizującej się rzeczywistości. Aktywista i wolnomyśliciel Chociaż nacjonalista wie, że każda jednostka jest inna, uważa, iż najistotniejszym rodzajem tożsamości jest tożsamość narodowa (chodzi o mentalność typu: “Jestem studentem, socjaldemokratą, weganinem, członkiem organizacji X, a PRZEDE WSZYSTKIM Polakiem”). Działacz narodowy pamięta o ludziach, którzy cierpieli i umierali za Ojczyznę, czuje się ich dłużnikiem oraz kontynuuje ich dzieło. Bliskie są mu myśli takie, jak: “Szkoda by było, gdyby upokorzenie, trud, ból i śmierć naszych Bohaterów poszły na marne. Oni ponosili męczeństwo po to, żebyśmy my, współcześni Polacy, byli suwerennym Narodem mieszkającym w suwerennym Kraju. To wszystko zobowiązuje nas do patriotyzmu i nacjonalizmu”. Narodowiec stanowczo sprzeciwia się pseudonarodowcom, którzy sieją nienawiść do innych Polaków oraz do Niepolaków. Rozumie, że ktoś, kto krzywdzi przedstawicieli własnego Narodu ma więcej wspólnego z antypolonizmem/polonofobią niż z nacjonalizmem. Tolerancyjny, otwarty, postępowy, a zarazem skłonny do obrony Polski i polskości – taki jest Narodowy SocjalDemokrata, lewicowy aktywista i wolnomyśliciel. Nie ma on nic wspólnego ani z Narodowym Demokratą, ani z Narodowym Socjalistą. Nasze, polskie, ojczyste Kim jeszcze jest nacjonalista? Człowiekiem, który ceni pluralizm wewnętrzny, czyli mnogość przekonań, zainteresowań, stylów życia i systemów wartości występujących w Narodzie Polskim. Według narodowca, każdy element polskości jest ważny, użyteczny oraz godny ochrony i ocalenia. Kultura awangardowa wcale nie jest gorsza od tradycyjnej, a underground zasługuje na taki sam szacunek jak mainstream. Polak ma prawo podążać własną drogą i dodawać do narodowego dziedzictwa własne – jedyne w swoim rodzaju – cegiełki. Jeśli postępowanie danej osoby nie przynosi szkody Polsce, Polakom ani Niepolakom, to należy je uznać za pozytywne oraz popychające naszą WN do przodu. Mamy mnóstwo grup i kategorii społecznych – one wszystkie są nasze, polskie, ojczyste. Podniesienie ręki na którąkolwiek z nich (tylko dlatego, że nie pasuje do naszej wizji rzeczywistości albo głosi poglądy przeciwne do naszych) byłoby incydentem antynarodowym, zamachem na polskość. Naród Polski winien być zintegrowany, nie zaś podzielony. Dlaczego? Otóż dlatego, że jest wielką rodziną, a w każdej familii powinna panować harmonia, życzliwość, wyrozumiałość i troska o drugiego człowieka. Nacjonalizm to nie ksenofobia. Nacjonalizm to nie szowinizm. Nacjonalizm to nie faszyzm. Nacjonalizm to nie dewocja. Nar-SocDem a zwykła socjaldemokracja Czym się różni Narodowa SocjalDemokracja od zwykłej socjaldemokracji? Tym, że klasyczna socdem jest internacjonalistyczna, euroentuzjastyczna, czasem wręcz kosmopolityczna. Nar-SocDem całkowicie odrzuca antypatriotyzm na rzecz lojalności wobec Polski i Polaków. Co więcej, stawia Ojczyznę i Wspólnotę Narodową na pierwszym miejscu, potępiając globalizm, paneuropeizm etc. Ideę Narodowej SocjalDemokracji można opisać za pomocą hasła “NJN – Naród Jest Najważniejszy”. A Naród to różni ludzie: pracujący, niepracujący, młodzi, starzy, wykształceni, niewykształceni, heteronormatywni, nieheteronormatywni, socjalistyczni, liberalni, konserwatywni, apolityczni i inni. Niech nacjonalizm będzie postrzegany jako miłość do własnych rodaków, a nie jako niechęć do cudzoziemców! Natalia Julia Nowak, PS. Jesteś prawicowym narodowcem? Zostań lewicowym! Nie zmieniaj kierunku – zmień zwrot wektora! Pamiętaj tylko, że zawsze znajdą się ludzie zamknięci i nieprzyjaźni, którzy będą próbowali zrobić z Ciebie “połączenie Hitlera z Palikotem”.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Narodowa SocjalDemokracja a polski rynek medialny
Zamknięte drzwi Polski rynek medialny, w przeciwieństwie do amerykańskiego, charakteryzuje Rodzaj pluralizmu, o którym mowa, jest szczególnie niekorzystny w przypadku Pluralizm zewnętrzny spycha pewne opcje polityczne na margines życia Ku pluralizmowi wewnętrznemu Gdyby na polskim rynku medialnym zapanował pluralizm wewnętrzny, to w każdym Żadne medium nie prezentowałoby postawy rodem z filmu “Dzień Świra” (“Moja Parytety dla opozycji Te ogromne, wpływowe i bogate media otrzymałyby obowiązek realizacji pewnego Oczywiście, “Ustawa o mediach masowych i prawie do rzetelnej informacji” nie Media dzielą i rządzą Pluralizm zewnętrzny jest niekorzystny także dlatego, że przyczynia się do Taka sytuacja ciągnie za sobą również ryzyko manipulacji, ponieważ odbiorcy Nacjonalizm i nacjonalizacja Jak wynika z artykułu “Rynek mediów w Polsce” Zbigniewa Bajki (opublikowanego Cóż my, Polacy, posiadamy, skoro niemal wszystko zostało sprywatyzowane i Ciekawym rozwiązaniem byłoby też powołanie do życia publicznej instytucji Podsumowanie Na polskim rynku medialnym powinien panować pluralizm wewnętrzny, bo ten Natalia Julia Nowak,
środa, 04 kwietnia 2012
Nar-SocDem wobec aborcji, eutanazji i homoseksualizmu
Narodowy utylitaryzm Używane przez nacjonalistów zwroty – “idea narodowa” i “ruch narodowy” – W niniejszym tekście będzie mowa o tym, jak narodowiec powinien podchodzić do Jeśli Naród jest najważniejszy, to należy uznać jego wyższość nad losem Interes płodu czy Narodu? Aborcja, chociaż przynosząca unicestwienie pojedynczemu płodowi, jest Przedmiotem aborcyjnego dyskursu powinna być następująca kwestia: “Czy tego 1. Niektóre kobiety doskonale wiedzą, że nie nadają się na matki. Nie chcą 2. Dziecko, które poczęło się w wyniku gwałtu, może odziedziczyć po ojcu 3. Jeśli embrion jest ciężko uszkodzony, to wiadomo, że przez resztę swojego 4. Ludzie, którzy gardzą Polską i jej suwerennością, wychowują swoich 5. W życiu Narodu nie zawsze jest różowo. Czasem wybucha wojna albo dochodzi My – barwna mozaika ludzka Naród Polski jest ogromną zbiorowością – dokument “Wyniki Narodowego Spisu Zamiast narzucać rodakom “jedyną słuszną ideologię”, powinniśmy uszanować ich Tęczowi Polacy i ich prawa Nikt nikogo nie zmusza do bycia gejem/lesbijką. Nikt nikogo nie zmusza do Można dyskutować o tym, skąd się bierze seksualny pociąg do osób tej samej Drugi z nich również jest słaby, bo istnieje wiele wzajemnie się Jeśli ktoś uważa, że homoseksualizm jest zdrową innością, to powinien być Nemini vox deneganda Oczywiście, legalizacja związków gejowskich i lesbijskich nie może ciągnąć za Obie strony konfliktu muszą być wolne i równouprawnione. Żadna z nich nie Kultura i eutanazja Polska kultura to nie tylko wiersze Jana Kochanowskiego, dramaty Aleksandra Obowiązkiem narodowca jest dbanie o to, żeby polska kultura – jakże bogata i Chory, cierpiący i marzący o własnej śmierci Polak na pewno ucieszyłby się, Polskość to NIE katolickość! Ktoś może powiedzieć, że Polacy to Naród katolicki, a propozycje Narodowej Całą treść tego wywodu można podsumować hasłem przedwojennej Zadrugi: Naród (skądinąd wielki i zróżnicowany) jest świętością. Jego dobro powinno Natalia Julia Nowak,
środa, 28 marca 2012
Za cały Naród! Idea Narodowej SocjalDemokracji
Narodowo-radykalny relatywizm moralny Narodowi radykałowie, czyli przedstawiciele skrajnej prawicy, mają to do Nie mówię, że wszyscy aktywiści NR są elastyczni w kwestiach związanych z
Świętoszkowatość jak u Moliera Oczywiście, wspomniane materiały propagandowe mają już charakter archiwalny. Obóz Narodowo-Radykalny wydał różowiutki plakacik, który zachęcał dziewczęta, Brygada kujawsko-pomorska ONR starała się podbić
Pokemonizacja ruchu NR/ND Ludzie, którzy nie wiedzą, co NOP i ONR prezentowały jeszcze kilka lat temu, mogą dać się omamić Kiedyś myślałam, że byłoby wspaniale, gdyby propaganda NR/ND była
Wielki i zróżnicowany Naród Skąd się wzięła ta nagła zmiana NR? Stąd, że narodowi radykałowie uświadomili Trzeba jednak pamiętać, że NP to nie tylko garstka nacjonalistów (w
Jedyni prawdziwi Polacy? Aktywiści NR nierzadko przyjmują postawę “my kontra reszta Polaków”. A Któryś z aktywistów NR może powiedzieć, że wymienione przeze mnie osoby to
Skrajna prawica to nie wszystko! Narodowcy nie mogą walczyć z Narodem. Muszą walczyć ZA Naród. Nawet w Nacjonalista winien kochać swoich rodaków takimi, jakimi są – także wtedy, Socjaliści i socjaldemokraci to też Polacy. Internacjonaliści i antypatrioci
Iść za głosem Wieszcza Coś takiego jak Nar-SocDem jest bardzo potrzebne, zwłaszcza teraz, kiedy Nie jest to jednak pierwsza w naszej historii utrata państwowości. W podobnej Społeczeństwo jest rozbite na mnóstwo drobnych kawałków – tak małych i
Rewolucja 2012 Sprzeciw wobec tego dokumentu wyrażały wszystkie grupy społeczne: narodowi Prawdziwym Polakiem był wówczas ten, kto miał negatywne zdanie na temat ACTA. Zdrajcą – zwolennik tej umowy międzynarodowej. Nie było Dokonaliśmy czegoś, co przedtem wydawało się po prostu niemożliwe. Nasz Nar-SocDem! Za cały Naród! Nacjonalizm ma być ruchem narodowym, a nie zabawą
Natalia Julia Nowak, PS. Dlaczego rozpoczęłam swoje refleksje od opisu postępowania NR? Otóż
środa, 21 marca 2012
Nadaję Ci imię Narodowa SocjalDemokracja
Śmierć w męczarniach Mój światopogląd – ten niegdysiejszy, skrajnie prawicowy – umierał w Co wiosna przyniosła? 20 marca 2012 roku przyszła do mnie (i do Czytelników) astronomiczna wiosna, Nar-SocDem (NsD) Kiedy runął mój narodowy radykalizm, zdecydowałam, że bez niczyjej pomocy i Aktualny profil światopoglądowy Ci, którzy znienawidzili mnie na sam dźwięk tego epitetu, mogą zaniechać Unia Europejska: nie Co z tego wynika? Widać gołym okiem, że największej metamorfozie uległy moje poglądy związane z Ojczyzna, Słowiańszczyzna, Socjalliberalizm “Narodowa SocjalDemokracja” to termin, który łączy w sobie aż trzy elementy. Lewoskrętna falanga na pomarańczowym tle Symbolem ruchu narodowego jest kolor czarny, a socjalizmu – czerwony. Wielka szóstka Prawdziwie silnymi poglądami są te, których nikt i nic nie jest w stanie Z kim ewentualnie “można by”? Nierozwiązana pozostaje tylko jedna zagadka. W kim mogę szukać oparcia? Kto Polska Partia Narodowa – ugrupowanie posługujące się hasłami “Nie lewica, nie Zadruga – mała organizacja o charakterze nacjonalistycznym, panslawistycznym, Samoobrona RP – partia tercerystyczna, populistyczna, eurosceptyczna i Falanga – grupa nacjonalistyczna, antykapitalistyczna, antyamerykańska, W kwestiach gospodarczych, obyczajowych i religijnych mogłabym się Nie przewiduję możliwości współpracy z Ruchem Palikota. Nie ufam osobom, Co do patriotyzmu i eurosceptycyzmu, mogłabym czasem “uśmiechnąć” się do Reasumując: jestem Narodową SocjalDemokratką i świetnie się z tym czuję. Natalia Julia Nowak Wołanie ze Starej Szafy
Michał (25 lat) jest Dzieckiem Indygo. Odkąd pamięta, towarzyszyło mu Michał kocha Oświecenie. Podoba mu się zarówno ówczesna otwartość umysłu, jak I faktycznie, dwudziestopięciolatek potrafi stawiać na swoim oraz podkreślać NATALIA JULIA NOWAK: Jesteś istotą duchową mieszkającą w materialnym ciele. Dlaczego kazano Ci zamieszkać w materii i dokąd pójdziesz, gdy już na zawsze opuścisz swój fizyczny dom? MICHAŁ: Zabrzmi to głupio, ale dusza sama wybiera sobie czas optymalny do NJN: Czy zdarza Ci się wymykać ze swojego materialnego, cielesnego M: Prawdopodobnie zdarza mi się “wymykać” z ciała, ale ręki sobie nie dam NJN: Gdzie mieszkałeś, zanim zadomowiłeś się w swoim obecnym ciele? Czy M: Z tym pamiętaniem to jest na tyle egzotyczna sprawa, iż musiałem zacząć NJN: Kto powołał Cię do życia? Nie pytam o rodziców, będących kreatorami M: Stworzyła mnie wszechpotężna kreacja – jestem jej częścią, tak jak każdy z NJN: Czy widziałeś się z duchami, które nie mają obecnie materialnego M: Tak. NJN: Co byś powiedział racjonaliście, przekonanemu, że istnieje wyłącznie M: Kopernika i Galileusza też wyzywano od głupców i oszołomów. Cóż, wczoraj NJN: Jakie istoty mieszkają we Wszechświecie? Czy są to tylko duchy podobne M: We Wszechświecie jest mnóstwo różnego rodzaju istot, począwszy od NJN: Czy w Twoim życiu – tutaj, na Ziemi – wydarzyło się coś, co miało wpływ M: Tak – było to parę bardzo intymnych doznań na granicy życia i śmierci, jak NJN: Kiedy duch wstępuje w biologiczne ciało? W momencie poczęcia? Podczas M: Było wielu Doktorów Kościoła, Uczonych, Filozofów, którzy chcieli umieścić NJN: Czy istnieje Bóg/Absolut? Jeżeli tak, to co wiesz na jego temat? M: Gdybym powiedział, że tak i owszem, że na pewno, że po co się pytasz, jak NJN: Bardzo dziękuję za rozmowę. Dopisek Natalii Julii Nowak: Michał jest moim totalnym przeciwieństwem. Jego Fakt, że się polubiliśmy, jest zatem dowodem na prawdziwość przysłowia Dopisek Michała: Natalia Julia Nowak przez dłuższy czas stanowiła dla mnie Natalia – w pierwszym akapicie swojego tekstu – bardzo dobrze ujęła, kim Ciąg dalszy nastąpi. Marzec 2012 |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moje witryny
Rozrywka
Wartościowe strony
Urodziłam się 19 lutego 1991 roku w Starachowicach. W wieku 15 lat zaczęłam publikować swoje teksty w prasie drukowanej, a rok później - oficjalnie rozpoczęłam działalność internetową. Miałam okazję współpracować z wieloma czasopismami papierowymi i wirtualnymi. Moje utwory były też drukowane w książkowych antologiach pokonkursowych. W roku 2010 rozpoczęłam studia na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna (specjalność: dziennikarstwo prasowe). Mam za sobą burzliwą przeszłość polityczną i światopoglądową: zdarzyło mi się być słuchaczką Radia Maryja oraz narodowym radykałem (NR). Obecnie tworzę własną ideologię, która odpowiada temu, jaka jestem w rzeczywistości. Moja oficjalna strona internetowa to: www.njnowak.tnb.pl |